INFORMUJEMY, NIE KOMENTUJEMY

© 2020-2021 r. FreeDomMedia. All rights reserved.

Centralna Agencja Informacyjna

10:05 | wtorek | 09.08.2022

© 2020-2021 r. FreeDomMedia. All rights reserved.

Tajemnicza śmierć handlarza i 40 milionów w tle

Czas czytania: 9 min.

Kartka z kalendarza polskiego

9 sierpnia

Zaczęło się od drewnianego kościółka i kamiennej strażnicy

9 sierpnia 1382 r. Zaczęło się zwyczajnie – od sprowadzenia do Polski szesnastu zakonników. Nie wiadomo dokładnie, kto tego dokonał, chociaż większość historyków wskazuje na...

Koniecznie przeczytaj

cz. I

Andrzej I., handlarz bronią od respiratorów, skutecznie wymknął się polskiej prokuraturze, która po kilkunastu miesiącach postanowiła go poszukać. Podobno zmarł w Albanii. Bez udziału osób trzecich.

- reklama -

Nie żyje handlarz bronią, od którego Ministerstwa Zdrowia w czasie pandemii koronawirusa za kolosalną kwotę kupiło respiratory, nie żyje. Takie nieoficjalne informacje posiada prokuratura prowadząca śledztwo w sprawie. Nieoficjalne informacje na ten temat krążą już od paru dni, ale dopiero teraz „oficjale czynniki” zdobyły się na jego potwierdzenie.

– Fakt śmierci potwierdziliśmy swoimi kanałami, bezpośrednio w Albanii oraz za pośrednictwem Europolu – przekazał TVN24 oficer z Komendy Głównej Policji.

Respiratory

- reklama -

Sprawa zaczęła się wiosną 2020 r. w samym apogeum pandemicznej histerii. Po zapowiedziach „ekspertów” na temat masowych zgonów z powodu uduszenia będącego następstwem barku dostępu do respiratorów, Ministerstwo Zdrowia, kierowane wówczas przez Łukasza Szumowskiego podpisało, wart 200 mln złotych kontrakt z lubelską spółką E&K, obejmujący dostawę 1200 „najwyższej jakości” respiratorów. To średnio 165 tys. zł za sztukę. W tym czasie doskonały respirator firmy Draeger był wyceniany na 70-90 tys. zł, a z dodatkowymi opcjami i oprzyrządowaniem na – 110-120 tys. zł. Jak na cenę takiego urządzenia, był to kontrakt bardzo kosztowny, ale miał być zrealizowany szybko. Ministerstwo zapłaciło potężną zaliczkę, a pierwsze respiratory miały trafić do polskich szpitali w kwietniu, ostatnie w czerwcu 2020 r. Nie dotarły.

Kiedy w czerwcu sympatyzujące z opozycją media poniosły sprawę, Łukasz Szumowski niesamowicie się zdenerwował.

– To jest fałsz. Właśnie wysłaliśmy sprostowanie. Pierwsza partia respiratorów dotarła do Polski, kolejne dotrą jeszcze w tym miesiącu. Są to respiratory renomowanego producenta, z wszystkimi gwarancjami – mówił ówczesny szef resortu zdrowia. Szybko okazał się, że to on mijał się z prawdą. Okazało się, że resort otrzymał jedynie 200 z 1241 zamówionych respiratorów, a po wygaśnięciu umowy jeszcze 418 sztuk. Były to urządzenia nie posiadające odpowiedniej dokumentacji, zatem nie nadające się do użytku albo inne niż zamówiono. Okazało się np. że respiratory nie pochodziły od producenta, tylko od kolejnego pośrednika z…Pakistanu. Były zaopatrzone w brytyjskie wtyczki. Można było odnieść wrażenie, że wobec zainteresowania mediów, są dokonywane błyskawiczne zakupy i dostawa, tego, co jest „pod ręką”, byle tylko dziennikarze się odczepili. Na poczet realizacji tego kontraktu, na konto handlarza trafiły już 154 mln zł.

- reklama -

Szumowski uspokajająco tłumaczył, że gdyby respiratory nie zostały dostarczone przez firmę E&K w terminie, to „standardy są takie same” i gdy firma nie wywiąże się ze swoich dostaw, to kolejnym krokiem jest żądanie dostawy lub zwrotu. Oczywiście, Polacy uśmiechali się na to z politowaniem. Nie od dziś wiadomo, że złodziej batonika będzie miał poważne problemy, ale w przypadku kradzieży milionów problemy ma okradziony a nie okradający. Tak też było i w tym przypadku.

Handlarz „śmiercią”

Tymczasem bardzo szybko wyszło na jaw, że spółka E&K była własnością Andrzeja I. (nazwisko w pięć sekund do sprawdzenia przy starszych tekstach). I. był doświadczonym handlarzem… bronią. Media „w try miga” ustaliły, ze był zamieszany w nielegalny handel bronią, a ONZ wpisało go na „czarną listę” za przemyt broni do Angoli i Liberii. Ba! I. miał nawet współpracować m.in. ze znajomym  najsłynniejszego handlarza bronią na świecie – Wiktora Buta, zwanym „handlarzem śmiercią” (został o nim nakręcony film „Pan życia i śmierci” Nicholasem Cage w roli głównej). Wystarczyło wpisać w google adres spółki E&K, by zobaczyć, że siedziba tego „przedsiębiorstwa” raczej nie wskazywała na prężnie działającą międzynarodową firmę, realizującą kontrakty za setki milionów złotych. Wszystko, co nie sprawiłoby kłopotu studentowi dziennikarstwa na stażu, najwyraźniej przerosło służby specjalne, które powinny prześwietlić oferentów zawierających kontrakty z ministerstwem. A jednak Agencja Wywiadu i CBA udzieliły I. swojej rekomendacji. Do dziś nie wiadomo, dlaczego.

Na pytanie, dlaczego resort kupił respiratory od spółki należącej do handlarza bronią, Ministerstwo Zdrowia odpowiedziało: – E&K jest legalnie działającym podmiotem. Ministerstwo nie sprawdza profilu działalności gospodarczej firm składających oferty w ramach zakupów covidowych. Oferty zawsze były weryfikowane pod kątem spełniania kryteriów zamówienia i zdolności oferenta do realizacji dostaw. We wskazanej sprawie była pozytywna rekomendacja CBA.

Interesujące, bo jak pisał portal termedia.pl, np. jeden z producentów średniej klasy respiratorów Bellavista, koncern Vyaire, na pytanie „Wyborczej”, odpisał, że E&K w ogóle się z nim nie kontaktowała, a nawet gdyby się skontaktowała to i tak respiratorów by nie kupiła z uwagi na wpisanie jej właściciela na listę handlarzy bronią. Wygląda na to, że prywatna spółka ma wyższe standardy od polskich służb specjalnych.

W dodatku okazało się, że taki zakup mógł zostać dokonany wprost od producentów w ramach unijnego przetargu. Ministerstwo Zdrowia jednak wybrało inną drogę.

Bezkarność plus

Za zakupy odpowiadał wiceminister zdrowia. Był nim wówczas Janusz Cieszyński. Miał też być pomysłodawcą wpisania do specustawy koronawirusowej w 2020 r. zwolnienia z odpowiedzialności za nadużycie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego i wyrządzenie szkody majątkowej w obrocie gospodarczym. Kodeks karny przewiduje za to do 10 lat pozbawienia wolności, specustawa zwalniałby z odpowiedzialności m.in. za „wadliwe” zakupy dokonane w ramach walki z pandemią. Media natychmiast „połączyły kropki” a rząd oraz pro-rządowe media zaczęły gorączkowo tłumaczyć, że nie chodziło o żadne zwolnienia z odpowiedzialności, tylko np. o uproszczenie procedur przetargowych itp. Sam Cieszyński miał wtedy unikać składania podpisu na jakichkolwiek umowach ws. zakupów związanych z epidemią. Co ciekawe PiS po raz drugi podszedł do ustawy „bezkarność plus” w marcu 2022 r. Znowu bez oczekiwanego przez siebie skutku.

Kiedy afera robiła się coraz większa, ministerstwo coraz bardziej nerwowo zapewniało, że pieniądze odzyska. W końcu zwróciło się do Prokuratorii Generalnej RP ws. wszczęcia postępowania przeciwko przedsiębiorstwu E&K. Po odstąpieniu od umowy resort otrzymał zwrot przedpłaconych pieniędzy w kwocie ponad 14 mln euro. Udało mu się też zabezpieczyć ok. 26 mln zł zobowiązań spółki. Do spłacenia pozostało ponad 50 mln zł. W marcu 2021 roku Sąd Okręgowy w Warszawie doręczył Prokuratorii Generalnej odpis prawomocnego nakazu zapłaty, a 30 marca 2021 r. przedstawiciele Skarbu Państwa odebrali odpis nakazu zapłaty wraz z klauzulą wykonalności, dzięki czemu do akcji wkroczył komornik, który  zajął zarówno składowane w magazynie na Okęciu respiratory, jak i konta spółki E&K. Nie trzeba chyba dodawać, że puste.

Finalnie w 2021 r. Ministerstwo zdrowia  poinformowało, że odzyskało „aż połowę” z owych 154 milionów. Z licytacji komorniczej respiratorów nic nie wyszło. Nikt nie chciał kupić tego „szmelcu”. Zdesperowane Ministerstwo Zdrowia w październiku zapowiedziało, że zleci przeróbkę dostarczonych do Polski respiratorów, ale nie ujawniło, ile ta „zabawa” będzie podatnika kosztować. Do dziś nie Ministerstwo nie odzyskało 40 milionów. Co prawda to nie Amber Gold, ale za takie pieniądze (po kursie z 2020 r. ponad 10 mln USD) też można się nieźle urządzić i nie przejmować emeryturą.

Morawiecki

Tymczasem w maju 2022 r. należący do Tomasza Lisa portal NaTemat pisał o korespondencji, jaką premier Mateusz Morawiecki,  ówczesny wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński i prezes miedziowego giganta KGHM Marcin Chludziński, mieli prowadzić  między 4 a 6 kwietnia 2020 roku.

„Poniżej oferta od Pana Andrzeja Izdebskiego. Dziękuję Marcin za namiary”, miał napisać 6 kwietnia wiceminister Cieszyński. W ofercie informowano, że firma Izdebskiego oferuje dostawę 1000 sztuk respiratorów SH-300 w cenie 51 tys. zł za sztukę. Sprzęt medyczny miał być sprowadzany z Chin. „Warunki płatności 50 proc. przedpłata, pozostałe 50 proc. za każdą partię po dostarczeniu na lotnisko w Chinach”, brzmiała oferta.

Cieszyńskiemu odpowiedział prezes KGHM: „Proszę. Te chińskie [respiratory – red.] są o tyle ciekawe, że mają koncentrator tlenu”.  Cała wymianę maili zakończyło krótkie „OK”, pochodzące rzekomo ze skrzynki Morawieckiego. Co ciekawe, wątkiem prezesa miedziowej spółki nikt się specjalnie nie interesował. Strona rządowa kwestii kolejnych odsłon „afery mailowej” tygodniami nie zabierała specjalnie głosu, aż do początku lipca, kiedy oznajmiła, że cała afera to prowokacja rosyjskich służb. Te nasze okazały się jakieś mocno niemrawe.

Andrzej I.

Całymi tygodniami jakoś nie pomyślał, żeby zainteresować głównym sprawcą zamieszania Andrzejem I. Nie dostał zakazu opuszczania kraju. Był w Polsce jeszcze przez parę miesięcy. W kwietniu 2022 r. okazało się, że Andrzej Izdebski.… zniknął. Kiedy?  – Lubelski Urząd Celno-Skarbowy, z którym prowadzimy śledztwo, ustalił, że podejrzany opuścił Polskę drogą lotniczą w grudniu 2020 roku i po tym czasie nie ma śladu, żeby wjechał do kraju – mówił „Rzeczpospolitej” prokurator Bartosz Wójcik, naczelnik Wydziału ds. Przestępczości Finansowo-Skarbowej Prokuratury Regionalnej w Lublinie. Jeszcze w styczniu 2021 r. Jarosław Kaczyński, ówczesny wicepremier ds. bezpieczeństwa wydał oświadczenie, w którym stwierdził, że „po zapoznaniu się ze sprawą zakupu respiratorów w kwietniu 2020 r., mogę stwierdzić, iż decyzja o skorzystaniu z firmy E&K została podjęta w oparciu o informacje przekazane przez służby specjalne, które nie dostrzegały przeciwwskazań do podjęcia takiej współpracy”. Minister oświadczył, prokuratura przestała się I. interesować. Nie szukała go także policja. Nie figurował on nawet na ogólnodostępnej liście poszukiwanych. Tak naprawdę nikt go nie szukał – list gończy wystawiono za nim dopiero 21 marca 2022 r. Czyli Andrzej I. przez ponad rok mógł sobie  swobodnie podróżować po świecie i ubijać interesy. W ostatnich dniach okazało się, że jego „portem docelowym” nie był Izrael, jak to bywało w przypadku „grubych aferzystów”, tylko Albania. Dlaczego Albania? To temat na osobny artykuł.

I właśnie w tym kraju został wystawiony jego akt zgonu. Według nieoficjalnych informacji Andrzej I. zmarł w Tiranie. Kiedy? To dobre pytanie. „20 czerwca 2022 roku na bulwarze Bajram Curri [główny bulwar Tirany – przyp. red.] znaleziono w wynajętym mieszkaniu polskiego obywatela o inicjałach A.I. Był bez śladów życia”, zakomunikowała policja z Tirany. „Na podstawie wstępnego badania nie znaleziono żadnych śladów przemocy. Zespół śledczy jest na miejscu i pracuje nad wyjaśnieniem okoliczności zdarzenia”, głosi dalej komunikat policji. Wynika z niego, że raczej to polscy śledczy udali się do Albanii. Ciało I. nie zostało przetransportowane do Polski. Nie poinformowano także, co było przyczyną jego śmierci zdebskiego. Pewnie zszedł na Covid, skoro nastąpiło to bez udziału osób trzecich.

Pieniędzy nie ma, winnych brak

Prokuratura Okręgowa w Warszawie zdążyła już umorzyć postępowanie w sprawie przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych – ówczesnego ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego i jego zastępcy Janusza Cieszyńskiego przy okazji zakupu respiratorów wiosną 2020 r. Wkrótce będzie chyba musiała je podjąć. Najwyższa Izba Kontroli, dokładnie w dniu ujawnienia „zejścia” Izdebskiego złożyła kolejne zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez urzędników z Ministerstwa Zdrowia. „Zawiadomienie dotyczy zakupu respiratorów i zostało złożone do Prokuratury Okręgowej w Warszawie” przekazano w komunikacie opublikowanym na Twitterze, mocno denerwując Ministerstwo Zdrowia.

A internauci w komentarzach zaczęli ścigać się w spekulacjach, gdzie jest i co robi Andrzej Izdebski, stwierdzając, że na pewno umarł bezobjawowo. „Za 3 dni szczepionka zacznie działać i zmartwychwstanie… z innym nazwiskiem i PESELem. A numer konta na pamięć zna”, stwierdził jeden z nich na portalu wp.pl. Trzeba przyznać, interesująca koncepcja. Ale poczekajmy na sekcję zwłok. I badania DNA. Tak na wszelki wypadek.

Źródła:

www.termedia.pl

Śledź nas na:

Czytaj:

Oglądaj:

2 KOMENTARZE

2 komentarzy
oceniany
najnowszy najstarszy
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
billy
20.07.2022 14:27

A tak w ogole to zwłoki tego nieboszczyka zwanego AI istnieją i są możliwe dalsze badanie identyfikacyjne, czy gdzieś sie” zapodzaly” czy może zostały zutylizowane.? Bo w wiarygodnosc dokumentów z Albanii wierze tak samo jak tych z Ukrainy

reklamaspot_img

Ostatnio dodane

Czy Waldemar Kraska straci robotę?

Wiceminister Zdrowia Waldemar Kraska chyba nie skonsultował swojego wystąpienia z szefem. Ani z „ekspertami medycznymi”. Nie zdziwmy się, jeśli...

Przeczytaj jeszcze to!

2
0
Podziel się z nami swoją opiniąx