INFORMUJEMY, NIE KOMENTUJEMY

© 2020-2021 r. Federal Media Company FMC. All rights reserved.

INFORMUJEMY, NIE KOMENTUJEMY

Centralna Agencja Informacyjna

13:29 | wtorek | 19.01.2021

© 2020-2021 r. Federal Media Company FMC. All rights reserved.

Z ostatniej chwili!

CAI 24 – Liczba potwierdzonych przypadków Covid-19 wynosi już 1 438 914. Zdiagnozowano 3 271 nowych zakażeń, zmarły 52 osoby, u których stwierdzono SARS-CoV-2. 11 z nich miało choroby towarzyszące, a 41 wyłącznie z powodu Covid-19. Epidemia w naszym kraju pociągnęła już za sobą 33 407 ofiar.

Aneta Pondo: Kobieta kobiecie jest przyjaciółką, a nie wrogiem

Czas czytania: 10 min.

Koniecznie przeczytaj

Zdumiewający sondaż. Niemcy chcą zaostrzenia lockdownu?!

40 proc. osób opowiedziało się za zaostrzeniem istniejących środków w celu powstrzymania pandemii Covid-19 w Niemczech, a 21 proc....

Kobieta kobiecie jest przyjaciółką, a nie wrogiem, mówi Aneta Pondo, dziennikarka i redaktorka naczelna „Miasta Kobiet”, autorka książki „Mocne rozmowy” w rozmowie z Katarzyną Mazur.

Rozmowa nie jest dziś czymś oczywistym, często sprowadza się do wymiany krótkich komunikatów w wirtualnym świecie. Ty, mimo tego, postanowiłaś rozmawiać.

Nie tylko rozmawiać. Długo rozmawiać. W mojej książce jest tylko pięć wywiadów, a każdy z nich zajmuje około 50 stron! To dużo, zważywszy, że dziś w mediach tekst na trzy tysiące znaków uchodzi za obszerny. Najchętniej „czytane” są „teksty” jednozdaniowe zilustrowane obrazkiem.

Aneta Pondo, fot. Marcin Biedroń

Chciałaś stworzyć coś, co nie będzie chętnie czytane? (śmiech)

Aspekt popularności nie był decydujący przy tworzeniu. Myślę, że te długie rozmowy są dla równowagi, po prostu. Świat jej potrzebuje. Skoro zdecydowałam się napisać książkę z wywiadami, nie chciałam, żeby były krótkie.

Dlaczego?

Krótkie wywiady są siłą rzeczy powierzchowne. Ze względu na czas realizacji mogą dotyczyć małego wycinka rzeczywistości. Według mnie tylko podczas długiego spotkania mamy szansę dogrzebać się do czegoś więcej niż mozolnie budowany wizerunek naszego rozmówcy.

Udało Ci się przedrzeć przez zasieki latami budowanego wizerunku?

Tak, myślę, że tak. Bohaterami książki są osoby znane z mediów społecznościowych, w których wspomniana wcześniej krótka informacja króluje. W naszych rozmowach wyszli poza swoje codzienne standardy komunikowania się z odbiorcami. Wspomnę choćby Monikę Jurczyk, która jest moją pierwszą rozmówczynią w książce. Monika jest osobistą stylistką, pierwszą w Polsce personal shopperką, najdłużej wykonuje ten zawód i można byłoby się spodziewać, że to będzie rozmowa o ubraniach, o modzie, o trendach. A nie jest.

O czym zatem jest?

Zaczynamy od bólu. Monika cierpi na endometriozę, więc ból towarzyszy jej nieustannie. W krótkiej rozmowie pewnie bym się o tym nie dowiedziała, bo skupiłabym się na jej pracy.

Używasz pojęcia krótka – długa, ale ono jest względne…

Kilka lat temu przeczytałam wywiad, nie pamiętam już z którym dziennikarzem. Opowiadał, że nie zgodził się kiedyś na wywiad, bo gwiazda miała dla niego za mało czasu…

Ile to jest za mało?

Miała dla niego tylko sześć godzin…

Jak wnioskuję, jednym z kryteriów doboru rozmówców było posiadanie przez nich czasu na rozmowę. A pozostałe?

Punktem wyjścia był Klub Miasta Kobiet. 15 lat temu założyłam gazetę „Miasto Kobiet”, 5 lat temu ta gazeta wyszła do ludzi, na zewnątrz, czyli zaczęliśmy się spotykać po wydaniu każdego numeru z naszymi czytelnikami. Na spotkania zapraszałam gości z bardzo różnych środowisk. W ciągu pięciu lat odbyło się tych klubów 30 i w maju ubiegłego roku uświadomiłam sobie, że obchodzimy okrągłą rocznicę. Chciałam to jakoś uczcić, a książkę uznałam za świetne podsumowanie tego czasu i tych spotkań – pięć wywiadów na pięciolecie. Trudno było oczywiście wybrać spośród 30 osób tę piątkę. Pomyślałam, że warto, żeby zaproszone osoby od czasu wystąpienia w klubie do momentu naszej rozmowy przeszły jakąś konkretną drogę: zrobiły nowy kurs, wydały książkę czy wskoczyły na jakiś inny poziom biznesu. Chciałam też, żeby to były osoby, które mnie jakoś inspirują, z którymi czuję więź, z którymi chciałabym po prostu po raz kolejny porozmawiać. I tak wyselekcjonowałam moją piątkę.

Jest dla nich jakiś wspólny mianownik?

Tak, wszystkich uważam za osoby sukcesu. Każdy osiągnął sukces, ale taki, który nie wynika ze stricte biznesowej kalkulacji. Oni podążają za własnym talentem, nie do końca oczywistym.

Co to znaczy mieć nieoczywisty talent?

Nie jest oczywiste budowanie biznesu na oddechu, na tańcu intuicyjnym, na robieniu z ludźmi zakupów, na głoszeniu pozytywnego egoizmu czy na zarządzaniu czasem. Im się udało, bo nie kalkulowali, tylko podążali za tym, co im grało w duszy. To mnie zainspirowało. A skoro zainspirowało mnie, pomyślałam, że zainspiruje też innych. Poza tym postrzegam moich bohaterów jako ludzi, którzy w obrębie swojego środowiska działają na rzecz lepszego świata, na rzecz tego, żeby żyło nam się lepiej, każdy w zupełnie inny sposób. To zwyczajnie ciekawe. Dodatkowo każdy z nich ma do opowiedzenia historię, która z jednej strony pokazuje ich indywidualną drogę, a z drugiej odnosi się do spraw uniwersalny, bo niemal każdy z nas przeżył jakąś stratę, załamanie, wypalenie zawodowe, chorobę.

Co ta książka dała Tobie?

Dużo i to na wielu poziomach. Mimo że jestem inna od moich bohaterów, to ze wszystkimi mam jakieś części wspólne. Niektóre ujawniły się dopiero w czasie rozmów, o innych wiedziałam wcześniej. Podczas każdego z wywiadów czegoś nowego dowiedziałam się i o tej osobie, i o sobie.

Czego i od kogo dowiedziałaś się o sobie?

Z Moniką Jurczyk, jak już wspomniałam, rozmawiałyśmy o ciele. O tym, że trzeba się o siebie troszczyć, dbać. Ale nie chodzi tylko o to, żeby je balsamować, chodzić na masaż, biegać, ćwiczyć jogę czy jeździć na rowerze. Ważniejsza jest intencja, z którą działamy. Czy to, co robię, robię rzeczywiście dla ciała, czy po to, żeby więcej, wydajniej pracować? Czy ta aktywność jest dla mnie przyjemnością, czy zmuszam ciało do sprawności, bo jest mi potrzebne, żeby je mocniej eksploatować? To jest ta część, którą odnalazłam z Moniką.

Rozmowa z Olą Budzyńską uświadamia, że jej sukces, sukces Pani Swojego Czasu nie wziął się znikąd. Ona przeszła bardzo konkretną drogę od młodości: nauczyła się szacunku do pracy, samodzielności, robiła milion rzeczy, wykonywała milion zawodów. To one doprowadziły ją właśnie do tego momentu, w którym jest. Dla mnie najcenniejsze z tej rozmowy jest przekonanie, które Ola głosi, że lepsza organizacja czasu nie służy temu, żeby więcej pracować, ale temu, by mieć czas na rozwijanie życia poza pracą.

Krótkie wywiady są siłą rzeczy powierzchowne. Ze względu na czas realizacji mogą dotyczyć małego wycinka rzeczywistości. Według mnie tylko podczas długiego spotkania mamy szansę dogrzebać się do czegoś więcej niż mozolnie budowany wizerunek naszego rozmówcy. – mówi Aneta Pondo.

Tak samo głęboka była rozmowa z Michałem Godlewskim: o tym, że życie nie jest idealne, a my nieustająco próbujemy podążać za różnymi guru, chcemy znaleźć przepis na to, czego nie ma.

Moja kolejna rozmówczyni, Joanna Hussakowska to także moja inspiracja. Poznałam ją kilka lat temu w parku w Krakowie. Zobaczyłam, jak prowadzi praktykę 5 Rytmów, jak ludzie po prostu tańczą boso na trawie, a ona puszcza im muzykę. Weszłam na tę trawę razem z tymi ludźmi i zakochałam się w 5 Rytmach i teraz chodzę na zajęcia regularnie. Żeby nasza rozmowa, w takim kształcie, jak jest w książce, powstała, spotykałyśmy się dwa razy. Po pierwszym miałam poczucie, że nie skończyłyśmy. Pojechałam za nią na warsztaty „Nagość”. Nasza rozmowa toczyła się na Mazurach, na trawie, w otoczeniu drzew, bez ubrań. Wyjątkowe doznanie.

Tytuł wywiadu z Dagmarą, kolejną moją bohaterką, to „Nie ma powodu, żeby cierpieć”. Przerabiamy w rozmowie m.in. żałobę i radość narodzin. Dagmara pokazuje inny wymiar radzenia sobie z ekstremalnie trudnymi sytuacjami. Poza tym to osoba, która ma moc zamieniania tego, co sobie wymyśli, w czyny. Ja też jak sobie coś wymyślę, to po prostu to robię. Jesteśmy w tym do siebie podobne.

Odbiegając trochę od książki: skąd się wzięła w Tobie potrzeba otaczania się kobietami i tworzenia czegoś dla nich?

Nie wymyśliłam sobie tego. Przez życie nie prowadzi mnie żadna kalkulacja, żadne biznesplany, tylko intuicja. 15 lat temu postanowiłam założyć gazetę dla kobiet: lifestylową, lokalną, dla mieszkanek Krakowa i bezpłatną. Trochę porywałam się z motyką na słońce, bo nie znałam się na modzie czy urodzie, a to tematy kojarzące się z prasą kobiecą, ale chciałam zaryzykować. Moim jedynym kapitałem była pracowitość i przekonanie, że to się uda, a także dobre relacje z ludźmi. Dopiero po latach funkcjonowania tej gazety zorientowałam się, że robię dobre rzeczy dla kobiet. Nie wykalkulowałam tego. Może to jest właśnie najcenniejsze, pomaganie nie poprzez założenie: okay, to ja sobie wymyślę misję, działam dla kobiet i na tym buduję biznes. U mnie to się zadziało od drugiej strony. Jako misję, to co robię, zaczęłam postrzegać dopiero pięć lat temu. Poczułam, że kobiety powinny się wspierać, tworzyć kręgi, sieci, powinny być dla siebie przyjazne, budować swoją moc.

Co dla Ciebie oznacza kobieca moc?

Często słyszałam: nikt za ciebie nic nie może załatwić, wszystko wiesz, masz w sobie, masz tę moc. A ja jej długo nie czułam, szukałam wzorców, recept na zewnątrz. Teraz już wiem, że najpierw trzeba usłyszeć swój głos wewnętrzny, poczuć własną siłę. Nie dam żadnej kobiecie gotowej recepty na życie, ale mogę się z nią podzielić swoim doświadczeniem. I chociaż brzmi to jak wyświechtany slogan, to tak jest. Mamy tę moc w sobie.

Zatrudniasz u siebie kobiety?

Redakcja składa się głównie z kobiet, lepiej mi się z nimi pracuje, ale to też nie było moim założeniem. Tak wyszło, że zaczęłam otaczać się kobietami.

Dlaczego?

Nie wiem, nie miałam siostry, więc może brakowało mi bliskości kobiet. Przyszedł taki moment w moim życiu, bardzo ważny, że zainteresowałam się kręgami kobiet. To było inspirujące, uwalniające niesamowitą energię doznanie. Chciałam nieść ją dalej. Dziś z radością przyjmuję słowa, że dzięki mnie ktoś odkrył, że kobiety nie są sobie wrogie, tylko że mogą ze sobą współpracować. Wciąż mnie zaskakuje, kiedy słyszę, że kobiety to tylko sobie szpile wbijają, że kopią pod sobą dołki. W mojej narracji, życiu, nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam. Ale stereotyp jest i cieszy mnie, że udaje mi się z nim, mam nadzieję skutecznie, walczyć. Uważam, że kobiety są świetne, doskonale się z nimi współpracuje, tworzą cudowne rzeczy i dzielą się w niezwykły sposób energią. Sądzę, że kobieta kobiecie jest przyjaciółką, a nie wrogiem.

Wydaje mi się, że kobiety stały się bardziej samodzielne, nie muszą już się „dodrapywać” stanowisk poprzez jakieś relacje z mężczyznami, którzy zarządzają firmami. Nie muszą ze sobą rywalizować na wątpliwie profesjonalnych płaszczyznach.

Miałam niedawno wykład motywacyjny w korporacji, w której pracuje dużo kobiet. Kiedy powiedziałam, że jeśli staję przed wyborem – wesprzeć kobietę czy mężczyznę, zawsze wybieram kobietę, usłyszałam głosy oburzenia. Dowiedziałam się, że to niesprawiedliwe, bo mężczyzna może być lepszy, bardziej kompetentny na dane stanowisko. A ja twierdzę, że jeżeli szukamy kogoś na jakieś stanowisko, nie ma takiej możliwości, żeby wśród kandydatów męskich i kobiecych nie znalazła się kobieta, która byłaby tak samo dobra jak mężczyzna. To mi uświadomiło, że w kobietach tkwi przekonanie, że na pewne stanowiska mężczyźni nadają się lepiej. Wciąż nie ma w nas takiego głębokiego przekonania społeczno-kulturowo-biznesowego, że mężczyzna na danym stanowisku może być spokojnie zastępowalny przez kobietę.

To, o czym mówisz, wynika z mniejszej pewności siebie kobiet?

Tak, nawet kobiety, które zajmują eksponowane stanowiska, boją się i mają cały czas wrażenie, że może jednak nie są wystarczająco dobre, że się wyda, że czegoś nie potrafią, że sobie z czymś nie poradzą. To odczucie ma nawet swoją nazwę: syndrom oszusta. Mężczyzna na takim samym stanowisku w ogóle nie ma takich problemów. Podobno mężczyźni potrzebują tylko 60 proc. poczucia kompetencji, aby aplikować na dane stanowisko, podczas gdy kobiety muszą mieć poczucie 100 proc. kompetencji, aby w ogóle przyszło im do głowy zgłosić swoją kandydaturę.

Czyli mamy równe szanse czy nie?

Jakkolwiek byśmy zaklinały rzeczywistość, twierdziły, że jest partnerstwo, równość, równowaga, to obserwując to, co się wokół dzieje, dostrzeżemy, że prawa mamy takie same jak mężczyźni, ale nie mamy do nich takiej samej dostępności. Polityczek, prezesek ciągle jest za mało. Moim zdaniem, gdyby we władzach firm, w polityce, w kościele było więcej kobiet, świat wyglądałby inaczej. Nie przetrwałby model oparty na konkurencyjności i zachłanności na zdobywanie coraz większych pieniędzy.

Dziś funkcjonujący model jest według Ciebie niedoskonały?

Prowadzi do destrukcji. Jestem przekonana, że gdyby w przynajmniej połowie firm na stanowiskach prezesów, na decyzyjnych stanowiskach, były kobiet, bardzo szybko nastąpiłaby zmiana. Ale żeby to się zadziało, musiałaby jeszcze nastąpić rewolucja w Kościele. Kobiety musiałyby być kapłankami, musiałyby mieć możliwość bycia papieżami, żeby w naszym otoczeniu nastąpiła rzeczywista równowaga.

Kobiety zarabiają pieniądze przy okazji realizowania swoich marzeń, planów? Nadrzędną kwestią w ich biznesach nie są pieniądze?

Nie do końca. Wśród moich rozmówców w książce jest też mężczyzna. I jego biznes wypływa z jego serca.

Może to wyjątek, który potwierdza regułę?

Może. (śmiech) Rzeczywiście u kobiet w prowadzeniu biznesu poczucie jego sensu i potrzeba jego zgodności z wartościami, które one wyznają, są silniejsze niż u mężczyzn. Myślę, że w męskim świecie biznes jest dobry, kiedy, przynosi dobre pieniądze, a u kobiet będzie przynosił pieniądze, jeśli będzie dla nich dobry.

Kobiety nie bardzo lubią rozmawiać o pieniądzach w kontekście swojego biznesu…

To fakt. Na szczęście są takie, które przełamują to przekonanie, że w zarabianiu jest coś niestosownego. Dla mnie symbolem tego, że można realizować biznes z supermisją, zarabiać na nim i mówić o tym, że się zarabia, jest Ola Budzyńska. Robi świetną robotę, bo z jakiegoś powodu o biznesach związanych z duszą, z rozwojem, mówi się jako o tych, na których nie powinno się zarabiać. Nie rozumiem tego przekonania. W ogóle u nas wciąż niedoceniana w sferze materialnej jest praca, która jest efektem talentu, nieoczywistych umiejętności związanych z potrzebami duszy. Cieszę się, że spotkałam na swojej drodze ludzi, nie tylko kobiety, którzy próbują to zmienić. To ogromna radość, że mogłam z nimi porozmawiać i tymi rozmowami podzielić się z czytelnikami w „Mocnych rozmowach”.

Zobacz także: https://cai24.pl/styl-zycia/737/o-sztuce-gotowania-pomagania-i-krytykowania/

reklama

Ostatnio dodane

Przeczytaj jeszcze to!