INFORMUJEMY, NIE KOMENTUJEMY

© 2020-2021 r. FreeDomMedia. All rights reserved.

Centralna Agencja Informacyjna

08:28 | środa | 29.06.2022

© 2020-2021 r. FreeDomMedia. All rights reserved.

Zabrakło trzech dni

Czas czytania: 5 min.

Kartka z kalendarza polskiego

29 czerwca

Nieznana dziewczyna z Łąckiego

Niedziela, 29 czerwca 1941 r. UWAGA! Drastyczne treści! Przez lata nie wolno było o nich mówić. Jakby ich nie było. A przecież tysiące Polaków zostało...

Koniecznie przeczytaj

Czwartek, 19 czerwca 1941 r.

Pierwsza masowa deportacja Polaków do ZSRS miała miejsce w lutym 1940 r. Ostatnia masowa wywózka odbyła się 19 czerwca 1941 r. Zachowały się relacje pokazujące, jak to się odbywało. I tylko córka Jakuba Bermana utrzymywała wersję o uprzejmości NKWD w czasie tej „akcji”.

- reklama -

Sowieci rozpoczęli aresztowania Polaków natychmiast po wkroczeniu na ziemie polskie. Byli do tego przygotowani i mieli pomocników – mniejszości ukraińskie i białoruskie, a także Żydów. Ich kolaboracja nie kończyła się na stawianiu tryumfalnych bram dla najeźdźców ale i na współpracy z NKWD – po prostu wskazywali przedstawicieli polskiej inteligencji, nauczycieli, samorządowców i działaczy społecznych, którzy w pierwszej kolejności byli aresztowani. Niedługo potem przyszedł czas na masowe aresztowania i wielkie deportacje Polaków w głąb ZSRS – na Syberię czy na bezkresne stepy Kazachstanu.

„Uprzejmi enkawudziści” córki Bermana

Aresztowania zawsze odbywały się nocą. Jak wspominali ci, którzy przeżyli, często enkawudzistów przyprowadzali do ich domów miejscowi Żydzi. Zatrzymywani dostawali ok. 15 minut na spakowanie się do podróży. Wstrząśnięci, spanikowani ludzie, poganiani wrzaskami sowieckich żołnierzy, zazwyczaj nie wiedzieli, co robić i nie znając powodu zatrzymania ani celu podróży, zabierali rzeczy zupełnie niepotrzebne, zostawiając te, od których mogło zależeć ich przeżycie. O tym, jak wyglądały aresztowania mamy wiele relacji. Wśród nich te cytowane przez Bohdana Urbankowskiego w rewelacyjnej książce “Czerwona msza” (wyd. Bollinari Publishing House 2014): „Dziesiątegu lutego w soboty o godzinie wpół do szustej z rana przyszło siedym sowietów z karabinami i ruskiej milicji dwóch a żydów pięciu też z bronią nas byłu sześć osób w rodzinie a ich było pietnastu z bronią (…) dali nam piętnaście minut czasu do zabrania siebi i dzieci tak że niezdązyliśmy się dobrzy zebrać prawie wpółnago, a nie dali nam nic a nic ze sobą wziąść (…) staliśmy cały dzień w wagonach towarowych jak w szopie bo się nie paliło (…) było nas w tym wagonie pięćdziesiąt 8. osób jak ruszyli ze Lwowa.” (t. I s. 160). Formalnie przeciętny skład składać się miał z 55 wagonów towarowych do przewozu ludności, 1 osobowego dla konwoju, 4 towarowych do przewozu cięższego bagażu oraz 1 sanitarnego. W jednym wagonie (dwuosiowym) teoretycznie powinno jechać nie więcej niż 25-30 osób. Tak więc typowy transport obejmować winien ok. 1200–1500 osób. Z każdym transportem winien też jechać poza konwojem felczer i dwie pielęgniarki, zaś podczas drogi codziennie konwój winien wydać deportowanym jeden gorący posiłek i 800 g chleba na osobę. Te „normy” nigdy nie były przestrzegane, a warunki jazdy zależały wyłącznie od dobrej woli wojsk konwojujących.

- reklama -

Podróż trwała tygodniami, w przeraźliwym zimnie, z racjami żywności, na którą składały się przeważnie słone śledzie, po spożyciu których rosło pragnienie i wodą, pozyskiwaną ze stopionego śniegu. Ciała osób zmarłych były po prostu wyrzucane po drodze bez żadnego pochówku. Na miejscu szanse przeżycia także zależały od tego, gdzie się trafiło i czy miało się szanse na kontakty z miejscową ludnością. Chociaż aż roiło się wśród niej od agentów NKWD, ci którzy ocaleli, wspominali, że wielokrotnie przetrwanie zawdzięczali tubylcom, którzy pokazywali im i pomagali przetrwać.

I tylko córka Jakuba Bermana, Lucyna, która mieszkała w Białymstoku będąc świadkiem deportacji na wschód żony przedwojennego policjanta, po latach usiłowała opowiedzieć, że wszystko odbywało się niczym przeprowadzka do luksusowego hotelu. Relacja Lucyny Tychowej: – NKWD-yści byli całkiem mili, mówili: „Bierz wszystko co ciepłe, pomożemy ci zapakować”  (…) Ależ nie tylko uprzejmi: rzeczowi i ciepli! Pani Hiżyckiej ręce się trzęsły, płakała a oni mówili: „A palta zimowe masz? Włożymy ci do walizki” I pakowali panią Hiżycką. Dziwnym trafem tylko córka szefa bezpieki w powojennej Polsce zachowała takie wspomnienia.

Ostatnia deportacja

- reklama -

Deportacje były starannie zaplanowane także pod względem zasięgu terytorialnego i „doboru: osób, które im podlegały. W pierwszej kolejności byli to wojskowi osadnicy i ich rodziny, urzędnicy, służba leśna i pracownicy PKP. W drugiej deportacji wysiedleniu podlegały rodziny wrogów ustroju: urzędników państwowych, wojskowych, policjantów, służby więziennej, nauczycieli, działaczy społecznych, kupców, przemysłowców i bankierów, oraz rodziny osób aresztowanych dotychczas przez NKWD i zatrzymanych przy nielegalnej próbie przekroczenia granicy niemiecko-radzieckiej. Wreszcie w maju 1941 r. rozpoczęła się trzecie deportacja. Ostatnim dniem masowych wywózek był 19 czerwca 1941 r. Na Wschód wywieziona została głównie ludność ze środowisk inteligenckich, pozostali jeszcze uchodźcy, rodziny kolejarzy, rodziny osób aresztowanych przez NKWD w czasie drugiego roku okupacji, wykwalifikowanych robotników oraz rzemieślników. Wywózce podlegały też rodziny osób zaangażowanych lub podejrzanych o zaangażowanie w działalność podziemia, także po stronie niemieckiej. W deportacji tej sowieci aresztowali i wywieźli osoby mieszkające w wioskach przy granicy z Generalnym Gubernatorstwem. Generalnie wywózka ta dotknęła szczególnie Białostocczyznę, Grodzieńszczyznę i Wileńszczyznę.

Trzy dni później na terenach dotychczas okupowanych przez Związek Sowiecki byli już Niemcy. Mieszkańcy wspominali, że kiedy zobaczyli eleganckich niemieckich oficerów, którym ordynansi podawali w filiżankach kawę, wydawało się im, że najgorsze minęło, a zachodni okupant mimo wszystko będzie lepszy niż sowiecki. Szybko przekonali się, że byli w błędzie a ich gehenna miała trwać.

W trzeciej deportacji sowieci aresztowali co najmniej 85 tys. osób, ale dokładna ich liczba nie jest znana. Dziś wiadomo, że sowieci mieli przygotowane listy proskrypcyjne a deportacje były zaplanowane jeszcze na cały czerwiec. Zdaniem Wiktora Suworowa, wysiedlenia dokonywane w dniach 13–20 czerwca 1941 w pasie 100 km od granicy miały na celu oczyszczenie granicy na wypadek wojny z Niemcami. Dziś wiadomo, że Stalin szykował się do tego ataku, a Hitler po prostu go uprzedził.

Śledź nas na:

Czytaj:

Oglądaj:

0 komentarzy
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
reklamaspot_img

Ostatnio dodane

Nieznana dziewczyna z Łąckiego

Niedziela, 29 czerwca 1941 r. UWAGA! Drastyczne treści! Przez lata nie wolno było o nich mówić. Jakby ich nie było....

Przeczytaj jeszcze to!

0
Podziel się z nami swoją opiniąx
()
x