INFORMUJEMY, NIE KOMENTUJEMY

© 2020-2021 r. FreeDomMedia. All rights reserved.

Centralna Agencja Informacyjna

02:34 | piątek | 20.05.2022

© 2020-2021 r. FreeDomMedia. All rights reserved.

Bijcie tak, żeby nie było śladów

Czas czytania: 6 min.

Kartka z kalendarza polskiego

20 maja

Roczniki, czyli kroniki słynnego Królestwa Polskiego

19 maja 1480 r. To najbardziej znany polski kronikarz. Mało kto jednak wie, że był także znakomitym geografem, dyplomatą i nauczycielem. 18 maja 1480 r....

Koniecznie przeczytaj

Czwartek 12 maja 1983 r.

Grzegorz Przemyk miał 19 lat, gdy został skatowany przez milicjantów z posterunku przy Jezuickiej. To mógł być każdy. Był on. Jego śmierć nigdy nie została ukarana.

- reklama -

Tego dnia Kościół katolicki obchodził święto Wniebowstąpienia Pańskiego, a maturzyści kolejny dzień zdawali egzamin dojrzałości. Wśród tych warszawskich był Grzegorz Przemyk (ur. 1964 r.), uczeń IV klasy warszawskiego LO im. Frycza Modrzewskiego i syn opozycyjnej poetki Barbary Sadowskiej.

Miał zadatki na poetę. Do szkoły chodził z chlebakiem Stachury, trochę pozował na zbuntowanego twórcę. Matura poszła mu dobrze. Dwunastego maja do Grzegorza przyszli koledzy. Wypili wino. Pogoda była piękna, w czterech poszli na Stare Miasto. Śmiali się, wygłupiali, jak to młodzi. Grzegorz próbował wskoczyć „na barana” swemu koledze Cezaremu Filozofowi. Przewrócili się obaj. Nikomu nie robili krzywdy, nikogo nie zaczepiali. A jednak nie spodobali się przejeżdżającemu nysą patrolowi ZOMO.

Grzegorz nie miał ze sobą dokumentów. Zomowcy wpakowali go do nysy, zabrali na komisariat przy ul. Jezuickiej. Cezary pojechał z nim. Za nysą pobiegli dwaj ich koledzy. Na komisariacie milicjanci  wypytywali chłopaka o brak dowodu w stanie wojennym. Popełnił błąd – odpowiedział, że stan wojenny jest zawieszony. Dostał w twarz. Gdy jeden z milicjantów zamierzył się na niego pałką, Grzegorz za nią złapał. To rozjuszyło funkcjonariuszy. Jeden chwycił go od tyłu i unieruchomił. Inni zaczęli katować – wiele razy dostał w brzuch „z łokcia”. W sąsiednim pokoju Cezary słyszał, jak dyżurny milicjant Arkadiusz Denkiewicz krzyczał do kolegów – Bijcie tak, żeby nie było śladów! Dokładnie tak go pobili. Gdy skatowany skulił się w kącie pokoju i przestał ruszać, milicjanci wezwali pogotowie, informując, że wezwanie dotyczy narkomana albo chorego psychicznie.

- reklama -

Śmierć

Karetka zabrała chłopaka na pogotowie na Hożej, gdzie zajął się nim… psychiatra. W tym czasie koledzy Grzegorza poinformowali matkę o tym, co się stało. Barbara Sadowska przyjechała po syna i zabrała go do domu. Grzegorz skarżył się ból. Wezwany lekarz przepisał środki przeciwbólowe, ale oczywiście nie pomogły.

Barbara Sadowska wezwała karetkę. Grzegorz trafił do szpitala na Solcu. Lekarze byli przerażeni – miał obrażenia wewnętrzne, jakby przejechał po nim samochód – pęknięte jelito, zapalenie otrzewnej, krwawe wylewy. Natychmiast trafił na stół operacyjny, ale było już za późno. Grzegorz Przemyk zmarł 14 maja. Miał 19 lat.

- reklama -

Jego pogrzeb odbył się w kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu a mszę świętą pogrzebową odprawił już wtedy słynny ks. Jerzy Popiełuszko. Na pogrzebie zgromadziło się tysiące ludzi, w tym szczególnie wielu młodych. Mając świadomość, że bezpieka może spróbować prowokacji, ks. Popiełuszko poprosił o uczczenie pamięci Grzegorza ciszą w czasie przejścia orszaku żałobnego z kościoła na cmentarz na Powązkach. Pogrzeb i tak przerodził się w milczącą manifestację patriotyczną – największą od chwili ogłoszenia stanu wojennego.

Matactwo

Sprawa śmiertelnego pobicia maturzysty błyskawicznie obiegła Warszawę i całą Polskę. Bezpieka robiła wszystko, by zdyskredytować Grzegorza i jego matkę. Rozpuszczała więc kłamstwa, że Grzegorz i jego koledzy byli pijani i agresywni, że chłopak wywodził się z patologicznego domu, chociaż ten nie różnił się on niczym od domów ówczesnej bohemy artystycznej Warszawy.

Matka Grzegorza była aktywistką Prymasowskiego Komitetu Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom, instytucji będącej „solą” w oku komunistycznych władz, ale najprawdopodobniej zomowcy, którzy zatrzymali Grzegorza na Placu Zamkowym, nie wiedzieli, kim był. To mógł być każdy nastolatek. Milicjanci wiedzieli przy tym, że mogą dowolnie lać każdego i nikt im nic nie zrobi.

Komunistyczne władze musiały jednak przynajmniej udawać, że tę sprawę chcą wyjaśnić. Tym bardziej, że zbliżała się II pielgrzymka papieża Jana Pawła II do Polski i episkopat naciskał na wyjaśnienie sprawy. Bali się też, że w czasie pielgrzymki zaczną o nią pytać zagraniczni dziennikarze.

W ciągu miesiąca w resorcie spraw wewnętrznych powstała specjalna grupa dochodzeniowo-śledcza, która miała przykryć sprawę i ukryć prawdziwych sprawców zbrodni. Jej prace osobiście nadzorował gen. Czesław Kiszczak.

Kiszczakowi doradzał ówczesny rzecznik rządu, znany z łże-konferencji prasowych „Goebbels stanu wojennego” Jerzy Urban.

Konsultantami SB w zakresie dezinformacji i oczerniania ofiar oraz świadków byli profesorowie Włodzimierz Szewczuk oraz Józef Borgosz. Szewczuk (zm. W 2002 r.) proponował przedstawienie „pogłosek” o pobiciu go przez milicję jako „próby skłócenia społeczeństwa z władzą” oraz szeroko zakrojoną akcję oczerniania zarówno ofiary, jak i jego rodziny oraz świadków pobicia. Borgosz proponował przerzucenie winy na kolegów chłopca, jego matkę, sanitariuszy” oraz wersję, zgodnie z którą okrzyki bólu wydawane przez Przemyka podczas bicia na komisariacie były „okrzykami karate” wydawanymi przez niego „pod wpływem alkoholu i narkotyków”.

Podana do publicznej wiadomości wersja głosiła więc, że Przemyk i jego koledzy sami ćwiczyli na sobie ciosy karate, a po zatrzymaniu zachowywali się jak niezrównoważeni psychicznie, więc milicjanci wezwali do nich pogotowie. I że to zespół karetki pobił chłopaka. Kiszczak zanotował: „Ma być tylko jedna wersja śledztwa – sanitariusze”.

I rzeczywiście. Na głównego oskarżonego władze wytypowały kierowcę karetki, który przewoził Grzegorza z domu do szpitala. Nadawał się idealnie, bo był dobrze zbudowany i trenował sporty walki. Bezpieka podstawiła fałszywego świadka, który  oskarżył załogę pogotowia o inne pobicie, żeby mieć jakiś „punkt zaczepienia”. Zastraszony kierowca karetki pogotowia, któremu grożono „wypadkiem” rodziny, przyznał się do winy.

W lipcu 1984 r. po sfingowanym procesie dwóch milicjantów winnych pobicia uniewinniono, a skazano kierowcę karetki i drugiego sanitariusza. Skazano także lekarkę Barbarę Makowską-Witkowską , która spędziła w więzieniu trzynaście miesięcy.

Niesprawiedliwość

Dopiero w 1989 r. sanitariuszy oczyszczono z zarzutów, ale żaden z prawdziwych sprawców śmiertelnego pobicia Grzegorza ani mataczących w śledztwie nigdy nie poniósł kary. Sierżant Arkadiusz Denkiewicz w 1997 r. został skazany na dwa lata więzienia, ale z powodu problemów ze zdrowiem psychicznym nigdy nie trafił za kratki.

Wobec uniewinnionego w 1984 r. milicjanta Ireneusza Kościuka dopiero w 2006 r. przedstawiono dowody wskazujące na jego udział w sprawie. Nie został skazany – w 2010 r. Sąd Najwyższy orzekł, że sprawa się przedawniła.

Tak samo jak w przypadku Czesława Kiszczaka. Czesław Kiszczak zmarł w 2015 r. w Warszawie. Ministerstwo Obrony Narodowej odmówiło pogrzebu generała z asystą wojskową, miejsca na wojskowych Powązkach i delegacji wojskowej. Ostatecznie Kiszczak, ku sporemu zaskoczeniu społeczeństwa, został pochowany na cmentarzu prawosławnym w Warszawie.

Komendant posterunku przy Jezuickiej – Konstanty Machnowski, po sprawie Przemyka awansował do stopnia majora. Potem na własną prośbę został przeniesiony do rodzinnej Ostrołęki, gdzie objął stanowisko komendanta Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych. Nigdy nie poniósł kary, a jego córka Aldona Machnowska-Góra w 2020 r. została wiceprezydentą Warszawy.

Śledź nas na:

Czytaj:

Oglądaj:

0 komentarzy
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
reklamaspot_img

Ostatnio dodane

Roczniki, czyli kroniki słynnego Królestwa Polskiego

19 maja 1480 r. To najbardziej znany polski kronikarz. Mało kto jednak wie, że był także znakomitym geografem, dyplomatą i...

Przeczytaj jeszcze to!

0
Podziel się z nami swoją opiniąx
()
x