INFORMUJEMY, NIE KOMENTUJEMY

© 2020-2021 r. FreeDomMedia. All rights reserved.

Centralna Agencja Informacyjna

12:46 | czwartek | 18.08.2022

© 2020-2021 r. FreeDomMedia. All rights reserved.

Walka stoczona w obronie kobiety  

Czas czytania: 5 min.

Kartka z kalendarza polskiego

18 sierpnia

Najpierw była Wanda

18 sierpnia 1906 r. Każdy słyszał o pięknej Krystynie Krahelskiej, żołnierce Armii Krajowej, autorce „Hej, chłopcy, bagnet na broń”, która ciężko ranna pierwszego dnia Powstania,...

Koniecznie przeczytaj

Wtorek, 27 maja 1947 r.

Przez całe dziesięciolecia ta sprawa była tajemnicą. Nawet po 1989 r. nie mówiono o niej. A przecież kosztowała życie trzech żołnierzy, którzy w majową noc stanęli w obronie Polki uprowadzanej przez sowieckich żołnierzy.

- reklama -

Był późny wieczór 27 maja 7 maja 1947 r.  Krawiec Feliks Lis jechał pociągiem z Poznania do Lipna Nowego na trasie kolejowej Poznań – Leszno. W przedziale razem z nim podróżowało kilku żołnierzy radzieckich oraz kobieta. Lis może nie zwróciłby na grupę większej uwagi, ale kobieta była ewidentnie przerażona. Korzystając z tego, że sowieccy żołnierze pili wódkę, szepnęła krawcowi, że nazywa się Zofia Rojuk, że została wysiedlona z Baranowicz i że mąż sprzedał ją wraz z córką rosyjskim żołnierzom za butelkę wódki. Sowieci zostawili dziewczynkę na dworcu, a ją zabierają do swojej jednostki, więc błaga o pomoc. Lis jej uwierzył i o jej sytuacji powiadomił obsługę pociągu a ta – dyżurnego ruchu na stacji w Kościanie.

Konduktorzy, a później funkcjonariusze Straży Ochrony Kolei ze stacji w Kościanie próbowali przekonać pijanych żołnierzy, żeby uwolnili Polkę. Ci zachowywali się agresywnie i odmówili. Kolejarze z Kościana zawiadomili więc o sytuacji stację w Lesznie. Pociąg dotarł tam pół godziny po północy, już 28 maja.

Próby ratunku

- reklama -

Najpierw Polkę próbował uwolnić dyżurny milicjant – kapral Zygmunt Handke. Żołnierze sowieccy wycelowali jednak w niego broń, a jeden z oficerów zagroził: – Uchodzi Poliaki, bo was pozastrzelam, jobane w rot. Handke o sytuacji zawiadomił oddział alarmowy leszczyńskiego garnizonu Wojska Polskiego.  Na dworzec przybył pluton (16 żołnierzy) pod dowództwem podporucznika Jerzego Przerwy, pomimo młodego wieku (22 lata), mającego już doświadczenie bojowe, m.in. z walk o Berlin. Usunął cywili z dworca, obsadził halę swoimi żołnierzami i udał się do wartowni Straży Ochrony Kolei na rozmowę z dowódcą jadących pociągiem Rosjan, kapitanem Sokołowem. Swoim ludziom rozkazał, aby podczas jego nieobecności nikogo nie wypuszczali z dworca. Nikogo. Nawet Rosjan.

Od tego momentu zeznania były całkowicie rozbieżne. Sowieci twierdzili, że Polacy otworzyli ogień, ostrzeliwując ich podczas snu i że sami w ogóle nie strzelali. Ta wersja ta została później oficjalnie przyjęta w śledztwie. Sowieci kłamali.

Bezpośrednio po strzelaninie wykonano szkic sytuacyjny, na którym zaznaczono też ślady po kulach – świadczą one o tym, że na dworcu nie strzelali żołnierze tylko jednej strony, lecz doszło do wymiany strzałów. Na miejscu starcia znaleziono też 48 kul wystrzelonych z broni automatycznej, której nie użyli polscy żołnierze. Świadkowie słyszeli strzały z używanych przez sowietów pepesz, a jeden ze świadków widział, jak radziecki dowódca, kapitan Sokołow, po starciu wymieniał na pełny magazynek w pepeszy zabitego radzieckiego szeregowca Michajłowa w celu zatajenia faktu, że żołnierze radzieccy użyli broni.

- reklama -

Co się stało?

Najprawdopodobniej, podczas nieobecności obu dowódców kilku Rosjan próbowało wyjść z dworca. Kiedy polscy żołnierze zagrodzili im drogę, doszło do sprzeczki, a następnie do strzelaniny. Według zeznań świadków (które również zostały pominięte w procesie), pierwsi użyli broni żołnierze radzieccy; dzięki dobremu przygotowaniu do akcji polskich żołnierzy starcie zakończyło się jednak ich zwycięstwem. W starciu na miejscu zginął szeregowy Michałow, a major Kudriawcow i kapitan Wachnij odnieśli ciężkie rany i zmarli wkrótce potem w szpitalu; pięciu innych żołnierzy radzieckich (m.in. porucznik Zażygin oraz strzelcy Izmogenow i Wieńcz) odnieśli lżejsze rany. Z żołnierzy polskich prawdopodobnie żaden nie zginął, ani nie odniósł ran.

Proces

Już 7 czerwca 1947 r. w koszarach 86 Pułk Artylerii Przeciwlotniczej w Lesznie odbył się

proces polskich żołnierzy uczestniczących w potyczce. I chociaż przed sądem stawali w nim żołnierze Ludowego Wojska Polskiego, skład orzekający był podobny do składów w procesach żołnierzy podziemia niepodległościowego. Przewodniczącym sądu doraźnego był podpułkownik Franciszek Szeliński, kierujący Wojskowym Sądem Okręgowym w Poznaniu, a oskarżycielem major Maksymilian Lityński (właśc. Maksymilian Lifsches). Obaj często uczestniczyli w procesach politycznych w okresie stalinowskim, w których doprowadzili do wydania wielu wyroków śmierci. W 1969 r., jako „ofiary polskiego antysemityzmu”, obaj wyjechali z Polski – Lityński do Szwecji a Szeliński prawdopodobnie do Izraela.

Z 16 żołnierzy plutonu przed sądem postawiono tylko czterech: dowódcę ppor. Jerzego Przerwę, kanoniera Władysława Łabuzę, kaprala Wiesława Warwasińskiego i kanoniera Stanisława Stachurę. To była typowa pokazówka. Sąd nie przesłuchał ani świadków, ani nawet Zofii Rojuk. Miał ustalić, że żołnierze dopuścili się „gwałtownego zamachu na żołnierzy radzieckich”,  którzy w ogóle się nie bronili i tak ustalił. Wyroki były adekwatne do „ustaleń”.

  • Dowódcę podporucznika Jerzego Przerwę oraz trzech żołnierzy z jego plutonu: kanoniera Władysława Łabuzę, kaprala Wiesława Warwasińskiego i kanoniera Stanisława Stachurę sąd skazał na karę śmierci przez rozstrzelanie.
  • Kanonier Tadeusz Nowicki z oddziału wojska i milicjant Zygmunt Handke otrzymali wyroki 10 lat więzienia.
  • Feliksa Lisa, który powiadomił kolejarzy, skazano na 12 lat więzienia.

W odrębnym procesie na kary więzienia skazano również interweniujących funkcjonariuszy Straży Ochrony Kolei: Ignacego Dworaka i Stanisława Bresińskiego. Wyroki uprawomocniły się już po czterech dniach. Bolesław Bierut 14 czerwca skorzystał z prawa łaski jedynie w stosunku do Stanisława Stachury (zamieniając mu karę śmierci na 15 lat więzienia) i Tadeusza Nowickiego (zwalniając go z odbycia kary). Podporucznik Jerzy Przerwa, kanonier Władysław Łabuza i kapral Wiesław Warwasiński zostali rozstrzelani następnego dnia – 15 czerwca 1947 r.

Co się stało z Zofią?

Do dziś nie wiadomo, kim była Zofia Rojuk. Nie została przesłuchana przed sądem. Nie wiadomo, czy faktycznie została sprzedana przez męża sowieckim żołnierzom. Nie wiadomo, co się z nią stało. Wiele lat po tych wydarzeniach córka Zofii, Wanda, jako już dorosła kobieta otrzymała list z Ukrainy, od swojej zaginionej matki. Zofia tłumaczyła w nim, co się z nią stało. Według tych relacji: po wydarzeniach w Lesznie została wywieziona w głąb ZSRR, skąd nie wolno jej było, ani powrócić do Polski, ani nawet pisać i wysyłać żadnych wiadomości. Dopiero z czasem, po odbyciu kary udało jej się przenieść na tereny Ukrainy, gdzie pracowała, jako nauczycielka, ale ZSRR opuścić nie mogła. Prawdopodobnie nigdy nie wróciła do Polski.

Śledź nas na:

Czytaj:

Oglądaj:

0 komentarzy
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
reklamaspot_img

Ostatnio dodane

Najpierw była Wanda

18 sierpnia 1906 r. Każdy słyszał o pięknej Krystynie Krahelskiej, żołnierce Armii Krajowej, autorce „Hej, chłopcy, bagnet na broń”, która...

Przeczytaj jeszcze to!

0
Podziel się z nami swoją opiniąx