INFORMUJEMY, NIE KOMENTUJEMY

© 2020-2021 r. FreeDomMedia. All rights reserved.

Centralna Agencja Informacyjna

10:35 | czwartek | 29.02.2024

© 2020-2023 r. FreeDomMedia. All rights reserved.

Polityczny gniot Holland

Czas czytania: 4 min.

Kartka z kalendarza polskiego

29 lutego

Ach, co to był za ślub!

10-11 lutego 1920 Na samym wybrzeżu na pięknie wybudowanym postumencie drewnianym stał stary strażnik polskiego morza – kaszubski rybak, w stroju rybackim z wiosłem na...

Koniecznie przeczytaj

Typowa agitka zrobiona tępym rzemiosłem, bez wyobraźni i subtelnych odcieni w budowaniu sytuacji, wydarzeń, miejsc, czasu i postaci.Stanisław Srokowski, poeta, pisarz, świadek Rzezi Wołyńskiej podsumował film Agnieszki Holland.

Dzisiaj już mało kto pamięta głośny niegdyś nurt moralnego niepokoju w polskiej kinematografii. Po okresie socrealizmu był to odświeżający, intrygujący powiew nowości. A socrealizm został w Polsce wprowadzony w 1949 r. pod dyktando Włodzimierza Sokorskiego, wiceministra, a później ministra kultury i sztuki. Zaczęły wtedy powstawać tzw. produkcyjniaki, czyli sztampowe, prymitywne dzieła literackie, plastyczne i filmowe. Jednym z takich pierwszych dzieł był słynny, namalowany w 1950 r. obraz Aleskandra Kobzdeja „Podaj cegłę”, pokazujący trzech zapracowanych murarzy.

- reklama -

Natomiast w latach 70. pojawiło się głośne kino moralnego niepokoju, a w nim ważne i ciekawe filmy K. Zanussiego „Barwy ochronne”, „Konstans” i „Kontrakt”; Andrzeja Wajdy „Dyrygent”, „Człowiek z marmuru”; Krzysztofa Kieślowskiego „Blizna” i „Spokój”; Feliksa Falka „Nocleg” czy Agnieszki Holland „ Niedzielne dzieci”.(…) Miałem okazję wtedy publicznie bronić wolności twórczej, a więc i kina moralnego niepokoju, włącznie z filmem Agnieszki Holland.

W 1979 r. odbywała się w Lidzbarku Warmińskim konferencja młodej generacji twórczej, w której brałem też udział. Już tutaj o niej wspominałem. Na spotkaniu tym dwa załgane referaty wygłosili ówcześni bonzowie komunistyczni – Włodzimierz Sokorski i groźny agent bezpieki Kazimierz Koźniewski, redaktor ówczesnej „Polityki”. Wystąpiłem wtedy ostro przeciwko kłamstwom i zamordyzmowi obu referentów. Nie wiedziałem jednak, że obok mnie siedzi konfident, który na mnie donosi. No i doczekałem się bolesnych konsekwencji swojego zachowania. 29 września 1979 r. napływa bowiem z Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Olsztynie do Naczelnika Wydziału III MO we Wrocławiu, kpt. Jędrzejczaka, groźna wiadomość: „W trwającym w dn. 20-22.09.79 r. Ogólnopolskim Forum Literackim pod hasłem «Pisarz a dzień dzisiejszy» w Lidzbarku Warmińskim uczestniczył m.in. z Waszego terenu Stanisław SROKOWSKI. Wymieniony (…) ostro skrytykował przemawiających wcześniej Wł. Sokorskiego i K. Koźniewskiego za ich cyniczny stosunek do młodych twórców. (…). Poza tym t. w. «Maria» siedzący w czasie obrad obok Srokowskiego zauważył, że ma on przygotowane inne przemówienie, które wg relacji źródła było następujące:«Partyjni Literaci! (…) co innego myślicie, co innego mówicie z trybun i w czasie spotkań, co innego szepczecie w zaciszu domowym (…). I gdzie tutaj (…) uczciwość pisarza, literata, dziennikarza, gdzie wam do tego sumienia narodu (…). Konformistyczni i zakłamani». W innym miejscu pisał o «gorzkim obowiązku krzyku, że jest źle, źle, źle, gdzie nie spojrzysz – jeśli masz oczy otwarte jest źle, źle, źle». W innym akapicie było o (…) «wyzwalania się spod cenzury tej prawdziwej i bez przenośni, cenzury, która jak kaganiec władza narzuciła narodowi, twórczości wszelkiej i pisarzom»”.

Istotnie, tak było. W trakcie przemówienia korzystałem jednak z tych notatek. Więcej szczegółów znajdą Państwo w mojej dokumentalnej książce „Życie wśród pisarzy, agentów i intryg”. W każdym razie w swoim wystąpieniu uderzałem z całych sił w obu zakłamanych komunistycznych bonzów i broniłem prawa polskich młodych twórców do wolności i suwerennej wyobraźni, a więc broniłem w ten sposób także i Agnieszki Holland.

- reklama -

Dzisiaj już nie mógłbym jej bronić. Nowy film reżyserki „Zielona granica” przypomina mi najgorsze realizacje socrealistyczne. To sztampowy, tendencyjny i jednostronny produkcyjniak. Różni się tylko tym od dzieł typu „Podaj cegłę”, że dysponuje znacznie lepszą techniką wyrażania emocji i rozwoju narracyjnych ścieżek. Zabrakło mi w tym utworze oddechu wielkiej i wolnej sztuki. A przede wszystkim zabrakło bogactwa duchowego, głębokiego zróżnicowania charakterów i dobrze uporządkowanej, atrakcyjnej i błyskotliwej kompozycji. To właściwie nie jest jeden film, tylko kilka oddzielnych obrazów luźno ze sobą powiązanych. Już od samego początku, kiedy uchodźcy z Syrii i Afganistanu lecą samolotem w stronę Białorusi, każda niemal scena jest przewidywalna, a jest przewidywalna dlatego, że każda z nich jest sztampowa i propagandowa. To nie film artystyczny, tylko publicystyczna rozprawka z góry narzuconą tezą i do bólu wyświechtaną akcją. Film poznawczo nie przesuwa ani o krok naszej wiedzy o zdarzeniach na polskiej, a zapewne nie tylko polskiej, granicy. Powtarza bowiem propagandowe slogany, banały i frazesy znane już wcześniej z agresywnych ataków jednej strony sceny politycznej przeciwko drugiej stronie sceniy politycznej. Nie udawajmy, że to artystyczny film fabularny – to typowa agitka, powtórzmy to, publicystyczna, zrobiona tępym rzemiosłem, bez wyobraźni i subtelnych odcieni w budowaniu sytuacji, wydarzeń, miejsc, czasu i postaci.

Plakat filmu “Zielona granica”, fot. You Tube

Cały felieton Stanisława Srokowskiego tylko w tygodniku “Warszawska Gazeta” oraz na stronie internetowej www.warszawskagazeta.pl

Śledź nas na:

Czytaj:

Oglądaj:

1 KOMENTARZ

Subskrybuj
Powiadom o

1 Komentarz
oceniany
najnowszy najstarszy
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
nieuk
09.10.2023 15:20

ałena ma rację , wielu naszych po kilka paszportów , jak się miało . kogoś w Ub. . wiadomo kto to był . i jakiej narodowości jak ten Romek . pedofil . czy ten co pisał o malowanym ptaku . i dziś przylatują do miasta Lodzi . , plują a dziś . . hilfe araby . a jak oni arabów to nie bo to ..wojna ..o ..

Poprzedni artykuł
Następny artykuł
reklama spot_img

Ostatnio dodane

“Meliniarz” – to będzie nowy pseudonim Trzaskowskiego?

Warszawa ma więc szanse zostać miastem bez samochodów (zakaz wjazdu "emisyjnych" pojazdów), z wąskimi, zakorkowanymi arteriami i bez możliwości...

Przeczytaj jeszcze to!

1
0
Podziel się z nami swoją opiniąx