INFORMUJEMY, NIE KOMENTUJEMY

© 2020-2021 r. FreeDomMedia. All rights reserved.

Centralna Agencja Informacyjna

09:02 | wtorek | 09.08.2022

© 2020-2021 r. FreeDomMedia. All rights reserved.

 Śmierć poety

Czas czytania: 5 min.

Kartka z kalendarza polskiego

9 sierpnia

Zaczęło się od drewnianego kościółka i kamiennej strażnicy

9 sierpnia 1382 r. Zaczęło się zwyczajnie – od sprowadzenia do Polski szesnastu zakonników. Nie wiadomo dokładnie, kto tego dokonał, chociaż większość historyków wskazuje na...

Koniecznie przeczytaj

Piątek 8 czerwca 1956 r.

Od wczesnej młodości wykazywał ogromny talent i równie wielką wrażliwość. Przed wojną – bywalec warszawskich salonów i dyplomata. Oddzielony od Polski wojną, nie potrafił pogodzić się ani z okupacją wojenną, ani z powojenną. Popełnił samobójstwo 8 czerwca skacząc z okna nowojorskiego hotelu.

- reklama -

Leszek Józef Serafinowicz przyszedł na świat 13 marca 1899 r. w Warszawie w rodzinie inteligenckiej szlacheckiego (i ormiańskiego) pochodzenia. Zaczął tworzyć już w bardzo młodym wieku – pierwszy tomik poezji pt. „Na złotym polu” wydał w 1912 r. nakładem ojca mając 13 lat. Wiersze podpisał pseudonimem pod którym miał stać się znany przedwojennej Warszawie i potem całej Polsce – Jan Lechoń. Już w 1914 r. wydał drugi tomik – „Po różnych ścieżkach”. W 1916 r. Serafinowicz, mając na koncie już dwa tomiki wierszy zdał maturę i wstąpił na wydział filozoficzny Uniwersytetu Warszawskiego.

Młody poeta

Wkrótce związał się z grupą młodych poetów, którzy z czasem mieli stać się słynnymi w Polsce autorami tekstów recytowanych i śpiewanych przez największe przedwojenne gwiazdy i bywalcami warszawskich salonów – Kazimierzem Wierzyńskim, Julianem Tuwimem, Antonim Słonimskim, Jarosławem Iwaszkiewiczem. Razem utworzyli grupę poetycką „Skamander”. To Lechoń wymyślił tę nazwę. W 1918 r. wraz z nimi otworzył kabaret Pikador, który miał swoją siedzibę w  kawiarni „Pod Pikadorem”. Lechoń miał wtedy tylko 19 lat.

Portret autorstwa Romana Kramsztyka (1919 r.)
- reklama -

W 1920 r., w wieku 21 lat wydał swój pierwszy „poważny” tomik wierszy pt. „Karmazynowy poemat”, entuzjastycznie przyjęty przez krytykę i odbiorców. W krytycznym 1920 r. nie poszedł walczyć na front wojny polsko-bolszewickiej, ale został zatrudniony w Biurze Prasowym marszałka Józefa Piłsudskiego. Pełnił też funkcję sekretarza generalnego PEN Clubu. Cały czas rozwijał swoją twórczość i w 1925 r. przyznano mu nagrodę Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek. W 1926 r. został redaktorem pisma satyrycznego „Cyrulik Warszawski”. Wkrótce upomniała się o niego polityka. W latach 1930-1939 był attaché kulturalnym ambasady polskiej w Paryżu. W tym czasie, w 1935 r., wyróżniono go Złotym Wawrzynem Polskiej Akademii Literatury. W Paryżu zastała go wojna. Nie mógł wrócić do Polski.

Na obcej ziemi

Po klęsce Francji w 1940 r. wraz z zaprzyjaźnionym z nim Julianem Tuwimem wyjechał do Brazylii, a stamtąd do USA. Zamieszkał w Nowym Jorku i brał udział w życiu Polonii. Znowu obracał się w gronie polonijnych sław.  Prowadził ożywioną korespondencję, m.in. z Ewą, „odwiecznym”, osiadłym w Londynie przyjacielem Mieczysławem Grydzewskim, redagującym w stolicy Wielkiej Brytanii tygodnik społeczno-kulturalny „Wiadomości”, które Lechoń czytał z aprobatą i w których publikował nowe wiersze. Współpracował z radiem, redagował wiele periodyków polonijnych. Ale był nieszczęśliwy.

- reklama -

Problemy

Pomimo sypiących się na niego pochwał, Jan Lechoń całe życie stawiał sobie wysokie wymagania i żył nękany obawami, że im nie sprosta, strachem przed niemocą twórczą. Lechonia całe życie nękała też własna orientacja seksualna – był homoseksualistą i bał się reakcji otoczenia (chociaż większość osób z jego kręgu o tym wiedziało). Jego rozterki pogłębiał fakt, że jako katolik czuł się rozdarty pomiędzy swą głęboką wiarą i orientacją seksualną. Już w 1921 r. zachorował na depresję i podjął pierwszą próbę samobójczą, po której leczył się w szpitalu psychiatrycznym i w sanatoriach. Jego stan pogorszył się po przeniesieniu do Ameryki. Bardzo przeżywał okupację Polski przez Niemcy i Związek Sowiecki. Marzył i tęsknił do wolnej ojczyzny. Z tej tęsknoty narodziło się wiele pięknych wierszy, w tym jeden z najpiękniejszych poświęconych Maryi, jakie w historii polskiej poezji napisano. W czasie wojny był współzałożycielem Polskiego Instytutu Nauk i Sztuk w USA. Jego nadzieje na wolny kraj rozsypały się w proch w 1945 r.

Lechoń bardzo przeżywał powrót do stalinowskiej Polski Juliana Tuwima. Nie mógł się pogodzić z następstwami jałtańskiej zdrady, nie akceptował komunizmu i nie chciał wracać do komunistycznej Polski. Ale za Polską, dawną przedwojenną Polską rozpaczliwie tęsknił. Jednocześnie po wojnie pogorszyły się jego relacje z Polonią, czuł się niedoceniony i osamotniony. Wróciła depresja, lęk przed ujawnieniem homoseksualnej orientacji (chociaż dla wielu osób nie była ona żadną tajemnicą). Nie pomogło podjęte leczenie. Wreszcie 8 czerwca 1956 r. otworzył okno na dwunastym piętrze nowojorskiego hotelu Henry Hudson i skoczył. Miał 57 lat.

Dopiero w 1991 r. jego prochy ekshumowano i przywieziono do Polski. Spoczął w rodzinnym grobie na Leśnym Cmentarzu w Laskach.

Jan Lechoń

Matka Boska Częstochowska (fragmenty)

Matka Boska Częstochowska, ubrana perłami,
Cała w złocie i brylantach, modli się za nami.
(…)
O Ty, której obraz widać w każdej polskiej chacie
I w kościele, i w sklepiku, i w pysznej komnacie,
W ręku tego, co umiera, nad kołyską dzieci,
I przed którą dniem i nocą wciąż się światło świeci.
Która perły masz od królów, złoto od rycerzy,
W którą wierzy nawet taki, który w nic nie wierzy,
Która widzisz z nas każdego cudnymi oczami,
Matko Boska Częstochowska, zmiłuj się nad nami!
Daj żołnierzom, którzy idą, śpiewając w szeregu,
Chłód i deszcze na pustyni, a ogień na śniegu,
Niechaj będą niewidzialni płynący w przestworzu
I do kraju niech dopłyną, którzy są na morzu.
(…)

Nieraz potop nas zalewał, krew się rzeką lała,
A wciąż klasztor w Częstochowie stoi jako skała.
I Tyś była też mieczami pogańskimi ranną,
A wciąż świecisz ponad nami, Przenajświętsza Panno.
I wstajemy wciąż z popiołów, z pożarów, co płoną,
I Ty wszystkich nas powrócisz na Ojczyzny łono.
Jeszcze zagra, zagra hejnał na Mariackiej wieży,
Będą słyszeć Lwów i Wilno krok naszych żołnierzy.
Podniesiemy to, co legło w wojennej kurzawie,
Zbudujemy Zamek większy, piękniejszy w Warszawie.
I jak w złotych dniach dzieciństwa będziemy słuchali
Tego dzwonka sygnaturki, co Cię wiecznie chwali.

Śledź nas na:

Czytaj:

Oglądaj:

0 komentarzy
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
reklamaspot_img

Ostatnio dodane

Zaczęło się od drewnianego kościółka i kamiennej strażnicy

9 sierpnia 1382 r. Zaczęło się zwyczajnie – od sprowadzenia do Polski szesnastu zakonników. Nie wiadomo dokładnie, kto tego dokonał,...

Przeczytaj jeszcze to!

0
Podziel się z nami swoją opiniąx