INFORMUJEMY, NIE KOMENTUJEMY

© 2020-2021 r. FreeDomMedia. All rights reserved.

Centralna Agencja Informacyjna

02:08 | poniedziałek | 27.05.2024

© 2020-2023 r. FreeDomMedia. All rights reserved.

Druga deportacja

Czas czytania: 5 min.

Kartka z kalendarza polskiego

27 maja

Zanim był Wołyń

16 maja 1657 Kozaccy oprawcy zabrali zakonnika go do rzeźni Grzegorza Hołowejczyka, gdzie go bestialsko torturowali – m.in. przypalając go ogniem, wbijając drzazgi za paznokcie...

Koniecznie przeczytaj

14 kwietnia 1940

Z racji tego, że wywiezieni byli, przynajmniej w części, z terenów, które po wojnie znalazły się na terytorium Związku Sowieckiego, już nigdy nie wrócili do domów.

- reklama -

Świat zachodni nie ma o tym pojęcia – we wrześniu 1939 roku Polska została napadnięta przez dwóch wrogów – Niemcy i Związek Sowiecki. Oba kraje zawarły porozumienie dotyczące systemowego i skrupulatnego wyniszczenia narodu polskiego. Było to jedyne porozumienie, którego układające się strony dotrzymały nawet wtedy, gdy same zaczęły toczyć wojnę. Związek Sowiecki miał o tyle łatwiej, że dysponował większym obszarem i „infrastrukturą” w postaci systemu GUŁAG, czyli sieci sowieckich obozów. Plus ogromne tereny Kazachstanu i Syberii, gdzie można było umieścić wrogów kraju. I właśnie tam byli wywożeni Polacy. Część według starannie przygotowanych list, część dlatego, że miała pecha mieszkać w przeznaczonych do wysiedlenia miejscowości.

Scenariusz był zawsze taki sam – nocą przychodził oddział NKWD, często przyprowadzany przez żydowskich sąsiadów Polaków. Polska rodzina dostawała kilkanaście minut na spakowanie się i była pod strażą odstawiania do wagonów towarowych. Wszystko odbywało się w pośpiechu, wśród przekleństw konwojentów. Teoretycznie, według sowieckich dokumentów wysiedlanym przysługiwało prawo zabrania bagażu o wadze do 500 kg na rodzinę, składającego się z: ubrań, bielizny, obuwia, pościeli, nakrycia stołowego, żywności, a także pieniędzy i wartościowych przedmiotów. Cała operacja miała potrwać maksymalnie do trzech godzin. Tak nie było prawie nigdy. Zaskoczeni w środku nocy ludzie, nie wiedzieli, gdzie są zabierani ani na jak długo. Spanikowani, zdezorientowani często zabierali pamiątki np. święte obrazy, najlepsze ubrania, biżuterię, pozostawiając to, co mogło im uratować życie – kożuchy, grube robocze ubrania i buty, pościel, zapas suchego jedzenia itp. Prawie nigdy nie mieli okazji pożegnać się np. z sąsiadami, poprosić ich o opiekę nad domem.

Deportowani byli konwojowani do składów pociągów. Czasem pociągi takie stały na bocznicy po kilkanaście godzin, czasem kilka dni. Konwojenci nie pozwalali udzielać pomocy ludziom zamkniętym w wagonach.

- reklama -

Teoretycznie w wagonie powinno być maksymalnie 30 osób, Sowieci zaś zamykali w nich ok. 50 ludzi. Wyposażenie wagonu stanowiły prymitywne, zbite z desek prycze, żelazna „koza” na węgiel lub drewno, zwykle nieużywana z powodu braku opału, żelazna karta w oknie i dziura w podłodze zastępująca ubikację. Wszystko odbywało się na oczach innych. Zdarzało się więc, że kobiety, które nie mogły, nie potrafiły załatwiać potrzeb fizjologicznych do takich dziur – umierały w męczarniach z powodu pęknięcia pęcherzy, na próżno czekając na przystanek i możliwość skorzystania z toalety. Konwojenci rzadko podawali ludziom jedzenie. Jeśli już, to były nim zwykle słone śledzie z wrzątkiem do ich popicia albo jakąś breję nazywaną „zupą”. Najsłabsi – starzy, chorzy, często dzieci, którzy nie wytrzymywali podróży i umierali, byli po prostu wyrzucani z pociągu. Taki los spotykał zwłaszcza noworodki i niemowlęta, które nie miały najmniejszych szans na przeżycie.

Do Kazachstanu

W nocy z 13 kwietnia 1940 roku rozpoczęła się druga masowa deportacja Polaków. Ci już wiedzieli, jakie metody stosują Sowieci. Nie mieli jednak możliwości ukrycia się. Wśród relacji ocalonych nie ma ani jednej o ostrzeżeniu Polaków przed aresztowaniem lub o ich ukryciu przez żydowskich, białoruskich czy ukraińskich sąsiadów. Jest za to całe mnóstwo relacji o Żydach przyprowadzających NKWD do domów Polaków. Tak było W czasie drugiej deportacji (13–14 kwietnia 1940) wysiedleniu podlegały rodziny wrogów ustroju: urzędników państwowych, wojskowych, policjantów, służby więziennej, nauczycieli, działaczy społecznych, kupców, przemysłowców i bankierów, oraz rodziny osób aresztowanych dotychczas przez NKWD i zatrzymanych przy nielegalnej próbie przekroczenia granicy niemiecko-radzieckiej. Była to jednak akcja mimo wszystko łagodniejsza od poprzedniej z lutego 1940 roku, faktycznie odbywającej się w tragicznych warunkach. Była już wiosna, więc przynajmniej w części podróży deportowanym nie groziło zamarznięcie. Ponadto tym razem wywożeni trafiali już nie do „osad specjalnych”, a „tylko” do wyznaczonych nowych miejsc stałego pobytu – w kazachskich stepach, gdzie umieszczeni w ziemiankach mieli pracować na kołchozowych polach. W ramach tej akcji zesłano ok. 61 tys. osób. Wyjątkowo duży był w tym przypadku odsetek kobiet i dzieci, wynosił bowiem do 80 proc. całości transportów. Jedna z wywiezionych wówczas Polek, cytowana przez portal histmag.org., wspominała:

- reklama -

„Sytuacja w wagonach była straszna. Na pryczach, pakunkach, walizkach, leżały lub siedziały w kuczki kobiety przez kilka dni nie zdejmując sukien. Toteż momentalnie pojawiły się wszy. (…) Drzwi otwierano tylko przed większymi stacjami, gdzie kilkakrotnie tylko w ciągu 18 koszmarnych dni pozwalano ludziom przejść się, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. Robiliśmy widocznie koszmarne wrażenie, bo ludzie tamtejsi patrzyli na nas z trwogą, a często z odrazą, jak na zbrodniarzy. W ciągu 18 dni podano 4 razy ciepłą strawę (…) Była to przypalona, wstrętna kasza lub brudna zupa bez tłuszczu”.

Ludność tę osadzono w północnym Kazachstanie, w obwodach: aktiubińskim, akmolińskim, kustanajskim, pietropawłowskim, karagandyjskim, semipałatyńskim, pawłodarskim i północnokazachstańskim, kilka tysięcy skierowano też do obwodu czelabińskiego. W maju 1940, w ramach uzupełniania kontyngentów lutowego i kwietniowego, wywieziono niewielkie grupy Polaków, Żydów i Białorusinów z powiatu białostockiego, lidzkiego i grodzieńskiego.

Możliwość uwolnienia pojawiła się dla nich po podpisaniu układu Sikorski-Majski. Mężczyźni mogli dołączyć do Armii Andersa, w ślad za nimi poszły kobiety i dzieci. Jednak z racji tego, że wywiezieni byli, przynajmniej w części, z terenów, które po wojnie znalazły się na terytorium Związku Sowieckiego, już nigdy nie wrócili do domów.

Śledź nas na:

Czytaj:

Oglądaj:

Subskrybuj
Powiadom o

0 komentarzy
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
reklama spot_img

Ostatnio dodane

Zanim był Wołyń

16 maja 1657 Kozaccy oprawcy zabrali zakonnika go do rzeźni Grzegorza Hołowejczyka, gdzie go bestialsko torturowali – m.in. przypalając go...

Przeczytaj jeszcze to!

0
Podziel się z nami swoją opiniąx