Podpuszczone przez swój izraelski ogon regularnie merdający amerykańskim psem, Stany Zjednoczone zaatakowały Iran, po czym szybko okazało się, że nie będzie to spacerek, a “Epicka Furia” zaczyna być tak droga, że Trump szuka frajerów, którzy poniosą jej koszty. Dosłownie i w przenośni.
Jest taki stary dowcip: Egzotyczna wycieczka, do odpoczywającego nad basenem Kowalskiego przybiega przerażona obsługa hotelowa z krzykiem: – Panie Kowalski, panie Kowalski, pana żonę napadł krokodyl! Kowalski nie ruszając się ze swojego leżaka: – I co ja mu teraz poradzę? Sam napadł, to niech sam się teraz broni!
Dowcip stary jak świat, ale idealnie pasuje do sytuacji USA. Izraelski ogon kazał swemu amerykańskiemu psu napaść na irańskiego geparda i teraz amerykański pies skomle, bo gepard pokazał, że ma ostre zęby i pazury, których potrafi użyć. Pies chce więc napuścić na niego całą ogólnoświatową menażerię, żądając, żeby wzięła udział w tym polowaniu. A takiego! Wujek Sam sam napadł, niech się teraz wujek Sam sam broni!
Stacja ABC News podała, że amerykański sekretarz stanu Marco Rubio zaapelował do dyplomatów USA, aby przekonywali oni kraje, których pełnią swoje misje, do “podejmowania szybkich działań w celu ograniczenia możliwości atakowania naszych narodów i obywateli przez Iran i powiązane z nim grupy terrorystyczne” w związku z “podwyższonym ryzykiem ataku” ze strony Iranu i jego sojuszników. Dodatkowo dyplomaci akredytowani w krajach, które nie uznały jeszcze Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej i Hezbollahu za organizacje terrorystyczne, dostali polecenie, by namawiali tamtejsze rządy, by “szybko” to zrobiły. Powyższe informacje mają przekazać “na najwyższym właściwym szczeblu” do 20 marca. Wszystko zaś sprowadza się do zmontowania koalicji wojskowej, która wspólnie “odblokuje cieśninę Ormuz”. Trump, który nie tak dawno twierdził, że w Afganistanie amerykańskie wojska operowały samodzielnie podczas gdy sojusznicy stali i patrzyli, teraz żąda interwencji NATO w Iranie powołując się na art. 5 i grożąc konsekwencjami, jeśli to nie nastąpi. Groźba opuszczenia NATO przez USA pobrzmiewa tu aż nadto wyraźnie. Rzecz w tym, że art. 5 dotyczy pomocy napadniętemu państwu członkowskiemu NATO, a nie przyłączania się do wojny rozpętanej przez państwo członkowskie na polecenie kraiku, który nie tylko w NATO nie jest, ale ma w tzw. głębokim poważaniu wszelkie międzynarodowe konwencje i międzynarodowe prawo, atakując cywilów zakazanymi bombami fosforowymi i dokonując ludobójstwa.
USA i Izrael napadały na Iran i to jest fakt. Zrobiły to na bolszewickiej zasadzie “walki o pokój”, a tak naprawdę dla ziszczenia plemiennych mrzonek o “Wielkim Izraelu”. Trump niemal natychmiast ogłosił, że “zdolności militarne Iranu zostały w 100 procentach zniszczone”, po czym zaraz zaprzeczył sam sobie dodając, iż Irańczycy nadal są w stanie “wysłać jednego drona lub dwa, postawić jakąś minę, wystrzelić rakietę krótkiego zasięgu”. Jeśli mówi tak światowy przywódca, to znaczy, że jednak tych dronów jest nieco więcej i szybko okazało się, że rzeczywiście i to nie tylko dronów. Dalej było jeszcze ciekawiej. “Mam nadzieję , że Chiny, Francja, Japonia, Korea Południowa i Wielka Brytania wyprawią własne okręty, tak aby Cieśnina Ormuz nie stanowiła zagrożenia ze strony Narodu, któremu ostatecznie ścięliśmy głowę (“totally decapitated”)” – napisał Trump. Pomijając haniebną wypowiedź o ścinaniu głowy już nie reżimowi, a całemu irańskiemu narodowi (Netanjahu mu to dyktował czy zięć?), Trump zażądał pomocy tam, gdzie przecież jej nie potrzebuje. Okazuje się, że poddani dekapitacji Irańczycy są zdolni do walki, w dodatku po amerykańskiej stronie zginęło paru “naszych chłopców walczących w obronie demokracji””, a to zupełnie co innego niż setki irańskich cywilów, w tym dzieci. Amerykańcy wyborcy nie lubią jak ich “chłopcy” giną, nawet szaleńcy spod znaku chrześcijańskich syjonistów wolą mieć swoich chłopców u siebie, więc poparcie dla Izraela pomimo wysiłków żydowskiego lobby w USA spada.
Trump pod wpływem Benjamina zajrzał tylko do starotestamentowych plemiennych mrzonek Izraela, ale zapomniał zajrzeć do Nowego Testamentu, gdzie jest przypowieść o królu udającym się na wojnę i sprawdzającym wcześniej, czy da radę pokonać swego przeciwnika. Tymczasem Iran zablokował cieśninę Ormuz, co spowodowało wzrost cen ropy (a za nimi wszystkiego), niedobory na rynku gazu ziemnego i nawozów sztucznych, w efekcie widmo niższych zbiorów, wzrost inflacji itd. Putin najwyraźniej trzyma się ustaleń przyjętych na Alasce (wciąż nie wiemy, o czym obaj panowie tam gwarzyli i co ustalili) i spokojnie czeka aż Niemcy poproszą go o wznowienie dostaw ropy i gazu, a “wybitni dyplomaci” – Jared Kushner i Steve Witkoff (obaj będący amerykańskimi Żydami), okazali się zafiksowanymi na punkcie żydowskich mrzonek o panowaniu nad Bliskim Wschodem dyletantami, skutków braku kompetencji których nikt nie jest dziś w stanie przewidzieć. Trump rozpaczliwie próbuje ratować sytuację i sondaże republikanów przerzucając winę na partnerów z NATO, którzy nie chcą zabezpieczyć pokoju na świecie.
Ciekawa jest w tym wszystkim postawa nadwiślańskich opluwaczy prezydenta USA. Otóż Radek Sikorski niemal jednym tchem głosi, że prezydent Karol Nawrocki nie ma kompetencji ani ustawowych ani osobistych do prowadzenia polityki “europejskiej”, powinien natychmiast mianować ambasadorów, a politykę zostawić mądrzejszym od siebie – w domyśle Radkowi Sikorskiemu (to kiedy przyjmie Pan Rosję do NATO panie ministrze?). Natomiast jeśli chodzi o wysłanie wojska na wojnę w Iranie to już decyzja Karola Nawrockiego. Taki z naszego Radka polityczny cwaniaczek. Złośliwi powiadają, że żona go karmi kulkami mocy i dlatego tak się zachowuje, chociaż wczytując się w jego internetowe popisy to chyba są kulki naftaliny. Na szczęście Karol Nawrocki i jego otoczenie regularnie “gaszą” Sikorskiego jak kiepa o klepisko, więc o jego “wpływy” możemy być spokojni. Problem w tym, że jeśli chodzi o politykę bliskowschodnią, to kto inny będzie usiłował wpłynąć na Pałac Prezydencki. I może to zrobić ze skutkiem pożądanym w Waszyngtonie i Tel Awiwie, a medialne zaplecze “niepokornych” z pewnością temu przyklaśnie (kto pamięta pandemię?). Urabianie opinii publicznej w kwestii przyłączenia się do izraelsko-amerykańskiej walki o pokój już się rozpoczęło i pozostaje modlić się, by tylko na gadaniu się skończyło. Na razie nikt nie ma na to ochoty, a Trumpowi i Netanjahu można udzielić rady zacytowanego na wstępie Kowalskiego.

