INFORMUJEMY, NIE KOMENTUJEMY

© 2020-2021 r. FreeDomMedia. All rights reserved.

Centralna Agencja Informacyjna

07:34 | czwartek | 29.09.2022

© 2020-2021 r. FreeDomMedia. All rights reserved.

Zielone piekło i gra w zielone

Czas czytania: 4 min.

Kartka z kalendarza polskiego

29 września

Najlepsza polska opera

28 września 1865 r. Ognisty mazur i aria o starym zegarze. Ale nie tylko to stanowi o sukcesie najlepszej polskiej opery. Była nośnikiem patriotyzmu. I...

Koniecznie przeczytaj

Bezmyślni obrońcy wszystkich istot żywych nie chcą przyjąć do wiadomości, że taki program jest po prostu niewykonalny. Zawsze dokonuje się wyboru. Wybiera wilki ze szkodą dla owiec, wybiera kornika ze szkodą dla drzewostanu Puszczy Białowieskiej.

Dwa tygodnie sierpnia spędziłam na „bezludnej wyspie”, czyli na Czaplaku. Czaplak jest niewielką, niezamieszkałą wysepką na Jezioraku. Przebywają na nim z rzadka i krótko tylko żeglarze. Bywałam na Czaplaku w różnych warunkach, między innymi w listopadzie przy sztormowej pogodzie i ze złamanym jarzmem steru mojej żaglówki, ale nie będę państwa męczyć tymi opowieściami (dosłownie) z mchu i paproci. Choć warunki biwakowania na Czaplaku w połowie sierpnia nie są zbyt surowe, ciekawa jestem czy wytrzymałaby taki biwak którakolwiek z gorących obrończyń wszystkich istot żywych czy gwałconych krów, a także którykolwiek ze zwolenników zielonego ładu, zielonej energii czy innej postaci gry w zielone. Czy atakowany przez stada komarów odnosiłby się do tych istot z niesłabnącą miłością? Czy zrezygnowałby z tłuczenia kąsających go w lesie ślepaków? Jak zareagowałaby na spotkanie z larwą kałużnicy, która wcale nie jest sympatycznym ani ładnym zwierzątkiem, albo z rzęsorkiem (nie mylić z rzęsistkiem) – drobnym jadowitym ssakiem, który pogryzł kiedyś boleśnie na Czaplaku znajomego żeglarza. Świat przyrody, choć piękny, nie jest bynajmniej tak idylliczny, jak to wyobrażają sobie niektórzy jego obrońcy. Szczególnie ci, którzy bronią przyrody z ekranu telewizora lub zza ministerialnego biurka. (…)

- reklama -

Jak się przekonałam, zniechęcona miłośniczka przyrody może się skutecznie ewakuować z Czaplaka nawet uszkodzoną łódką, w listopadzie, przy sztormowej pogodzie. O tym, że dzika przyroda może być jednak śmiertelnie groźna dla człowieka, przekonał się na własnej skórze młody entuzjasta Raymond Maufrais. Zafascynowany dziką przyrodą podjął samotną przeprawę przez gujańską dżunglę, by przedostać się do masywu górskiego Tumuc-Humac. Ślad po nim zaginął, a nad rzeką Tamouri odnaleziono tylko opuszczony biwak oraz dziennik Raymonda. Został on wydany, również w Polsce, pod tytułem „Zielone piekło”. Ostatnia notatka Maufraisa pochodziła z 13 stycznia 1950 r. Jak napisał w pamiętniku, przymuszony głodem niepotrzebnie zabił i próbował zjeść swego ukochanego psa. Szlak, który przebył, pozostał do dziś nieodkryty, a zagadka jego śmierci niewyjaśniona. Umieściłabym tę pozycję na liście obowiązujących lektur szkolnych. Może nie powstałyby wówczas równie utopijne i nonsensowne ustawy jak „piątka dla zwierząt”. Może wilki nie byłyby tak bezwarunkowo chronione, niezależnie od szkód, które wyrządzają.

Pani Dora, o której jakiś czas temu pisałam, zrezygnowała z hodowli owiec po tym, gdy wilki wypatroszyły w jej obejściu kotne samice. To nieprawda, że szlachetne wilki zabijają tylko tyle, ile są w stanie zjeść. (…) Bezmyślni obrońcy wszystkich istot żywych nie chcą przyjąć do wiadomości, że taki program jest po prostu niewykonalny. Zawsze dokonuje się wyboru. Wybiera wilki ze szkodą dla owiec, wybiera kornika ze szkodą dla drzewostanu Puszczy Białowieskiej. Nie twierdzę, że obrońcy przyrody dosłownie występowali w obronie kornika. Wydawało się im tylko, że – jak to mówią – natura sama sobie poradzi.

Podobno inwazja kornika w puszczy zaczęła się od kilkunastu zarażonych drzew, które należało wyciąć wbrew ideologii. Teraz inwazja kornika jest nie do opanowania. To samo dotyczy regli tatrzańskich. Z historycznych względów są one monokulturą, więc są podatne na wszelkie zarazy i łatwo dają się powalić przez halny. Na to nie mamy już żadnego wpływu, natomiast chore drzewa należy konsekwentnie usuwać wbrew wszelkim lewackim teoriom. Bo tak rozumiana ochrona przyrody to nie nauka i nie praktyka, lecz szkodliwa utopijna lewacka ideologia. „Wszelkie istoty żywe” zastępują w tej ideologii marksistowski proletariat, a troska o nie służy wyłącznie terroryzowaniu społeczeństwa. Szczególnie, że do tych istoto żywych nie zalicza się człowieka w stadium prenatalnym.

- reklama -

Jest jeszcze jeden aspekt wszelkich „zielonych ładów”, bardziej racjonalny z punktu widzenia ich beneficjentów, lecz bardziej szkodliwy dla społeczeństw. Te „zielone łady” sprowadzają się do gry w zielone, czyli są trikiem umożliwiającym łupienie obywateli pod rzekomo szlachetnym celem. Coś tak bezczelnie absurdalnego jak handlowanie, a nawet spekulowanie, pozwoleniami na emisję CO2 przypomina mi nieodmiennie sprzedawanie nad Sekwaną puszeczek z powietrzem z Paryża. Kosztowały bodajże
15 franków i pasjami kupowali je niczym nie przymuszeni turyści z demoludów. Wyraźnie brakowało im świeżego powietrza, lecz raczej w życiu społecznym i w polityce niż na ulicy.

Jedynym konsekwentnym rozwiązaniem byłoby wszczepienie wszystkim ludziom chlorofilu i umożliwienie im w ten sposób asymilacji. Wobec osiągnięć biotechnologii wydaje się to zupełnie możliwe. Pozostaje otwartym problem, co zrobić z wszystkimi istotami mięsożernymi. Trzeba byłoby je chyba dla ich własnego dobra i dla szczęśliwej przyszłości zielonej planety wykończyć. Tyle że byłoby to sprzeczne z ideą bioróżnorodności. Wszczepienie chlorofilu na przykład tygrysom i nakłonienie ich do rezygnacji z nawyków żywieniowych byłoby zdecydowanie trudniejsze. A przede wszystkim zabrakłoby wkrótce niezbędnego przecież do asymilacji CO2.

Cały felieton Izabeli Brodackiej-Falzmann tylko w „Warszawskiej Gazecie”. Już w sprzedaży!

Śledź nas na:

Czytaj:

Oglądaj:

0 komentarzy
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
Poprzedni artykułSCHETYNA WSKRZESZA STALINA
Następny artykułPierwszy obóz  
reklamaspot_img

Ostatnio dodane

Ruski agent czy pożyteczny idiota? 

Radek Sikorski od lat pała miłością do dwóch tradycyjnych wrogów Polski: Rosji i Niemiec. Po jego ostatnim twitterowym komentarzu...

Przeczytaj jeszcze to!

0
Podziel się z nami swoją opiniąx