INFORMUJEMY, NIE KOMENTUJEMY

© 2020-2021 r. FreeDomMedia. All rights reserved.

Centralna Agencja Informacyjna

07:09 | czwartek | 29.09.2022

© 2020-2021 r. FreeDomMedia. All rights reserved.

Skąd u Elżbiety klejnoty polskiej królowej?

Czas czytania: 11 min.

Kartka z kalendarza polskiego

29 września

Najlepsza polska opera

28 września 1865 r. Ognisty mazur i aria o starym zegarze. Ale nie tylko to stanowi o sukcesie najlepszej polskiej opery. Była nośnikiem patriotyzmu. I...

Koniecznie przeczytaj

Pogrzeb, pogrzebem, ale pewnie niejedna miłośniczka biżuterii zastanowiła się, kto odziedziczy wspaniałe klejnoty królowej Elżbiety? I czy są wśród nich olśniewające perły Barbary Radziwiłłówny?

Królowa Elżbieta II występując publicznie, często nosiła perły i broszkę. I chociaż wiadomo, że posiadała sztuczne perły ochrydzkie, większość jej biżuterii to najprawdziwsze klejnoty – brylanty, rubiny, szafiry, szmaragdy, perły, oprawione w białe złoto czy platynę. Raz w roku występowała w brytyjskiej koronie państwowej. Koronę tę zdobi 3 tysiące diamentów, szafiry, szmaragdy oraz 269 pereł, w tym cztery, które należały w XVI wieku do Elżbiety I. Królowa-Dziewica weszła w ich posiadanie po… Barbarze Radziwiłłównie, podobnie jak innych pereł, należących do ukochanej ostatniego Jagiellona. Jak to się stało? Zacznijmy od początku.

Fot. You Tube
- reklama -

Barbara

Urodzona w 1520 roku Barbara Radziwiłłówna, pomimo, że z książęcego rodu, nie była wykształcona, nie znała nawet łaciny, wówczas – języka urzędowego. W wieku 17 lat została wydana za najbogatszego litewskiego magnata Stanisława Gasztołda. I tu po raz pierwszy pojawiają się perły. Zgodnie z zachowanymi zapisami, Barbara otrzymała w posagu dziesięć perłowych kołnierzy, siedem bramek, dwa szamerunki, trzy czepce oraz obojczyk czarny z perłami. Wszystkie były oczywiście najprawdziwsze. Sztucznych nie znano.

Gasztołd niespecjalnie przejmował się żoną, zostawił ją samą w wielkim zamku Gieranony, położonym 80 km od Wilna. Barbara miała 19 lat i właśnie wtedy rozpoczęła używanie życia, m.in. sprowadzając do zamku licznych kochanków. Mąż, któremu jawnie przyprawiała rogi, wiedział o wszystkim, ale chyba niespecjalnie go to obchodziło. Zresztą niedługo pożył, a kiedy i jemu się zmarło, Barbara poczuła się już całkowicie wolna, zwłaszcza, że małżeństwo było bezdzietne. Wkrótce potem przeniosła się do Wilna i zamieszkała z bratem Mikołajem Rudym oraz matką w pałacu Radziwiłłów, kilkaset metrów od zamku wielkich książąt litewskich. Chociaż nie odziedziczyła olbrzymich posiadłości męża, szastała pieniędzmi, nabywając olśniewające suknie i klejnoty, głównie perły, które z racji „egzotycznego” pochodzenia kosztowały fortunę. Krótko mówiąc – olśniewała. Żyła sobie wygodnie i w miarę beztrosko pod opieką dwóch braci.

- reklama -

Czarny i Rudy

Ci bracia to ukochany brat rodzony – Mikołaj zw. Rudym oraz bezwzględny i nie liczący się z nikim i z niczym brat stryjeczny – Mikołaj Radziwiłł „Czarny”. Tego z kolei Barbara bała się i nie znosiła. Obaj mieli jednak ten sam cel – wzmocnienie potęgi Radziwiłłów, który to ród, acz bogaty, wcale nie był najbogatszy ani najbardziej znaczący w Polsce, daleko poza ambicjami obu braci. Do ich realizacji postanowili wykorzystać Zygmunta Augusta, którego matka Bona Sforza przysłała na Litwę. Zapewne, gdyby wiedziała, czym się ta wyprawa skończy, wysłałaby syna w przeciwnym kierunku. Zygmunt August lubił rozrywkowe życie, chętnie polował, uwielbiał jazdę konną i dobrą zabawę. Nie znosił swojej żony, Elżbiety Habsburżanki. Właściwie jedyną osobą, która w Krakowie okazywała jej serce, był stary król Zygmunt. Biedna księżniczka nijak nie mogła spełnić swej podstawowej roli – nakłonić królewicza do odwiedzin jej sypialni.

Nie wiadomo, kiedy Zygmunt August poznał Barbarę, na pewno spotkali się jesienią 1543 roku na balu wydanym na cześć Zygmunta przez Radziwiłłów, na którym Barbara pełniła rolę pani domu. W przeciwieństwie do subtelnej, nieśmiałej żony, pewna siebie Barbara bardzo spodobała się królowi. Zakochali się w sobie. Jak raz rok później, pod naciskiem litewskich poddanych Zygmunt Stary 16 października 1544 roku podpisał akt, na mocy którego władzę nad Litwą przejmował właśnie jego syn – Zygmunt II August. Oznaczało to przeprowadzkę do Wilna i chociaż Zygmunt August pojawił się tam z żoną, dalej romansował z Barbarą, jawnie upokarzając żonę. Kiedy w 1545 roku zmarła, poczuł jedynie ulgę. Zygmunt zaczął szaleć – organizował turnieje, polowania, bale maskowe, byle tylko na kilka chwil spotkać się z Barbarą. Dziś tego typu schadzki zostałyby zapewne nazwane mianem „szybkich…” – darujmy sobie drugi człon tego określenia. Zresztą jednej z tych „imprez” omal nie przypłacił życiem. W końcu „interweniowali” Czarny i Rudy. Którejś nocy na przełomie lipca i sierpnia 1547 roku „przyłapali” Zygmunta w komnacie siostry, odegrali iście teatralne przedstawienie i prawdopodobnie jeszcze tej samej nocy przymusili go do ślubu. Barbara była wtedy w ciąży. Ten potajemny ślub, zawarty bez zgody sejmu, senatu i panującego wciąż starego króla był politycznym szaleństwem. Zawierając go, Zygmunt August wykazał się wręcz głupotą i wybrał sobie moment najgorszy z możliwych. Zygmunt Stary faktycznie czuł się już stary i poważnie rozważał oddanie synowi całej władzy. Wystarczyło poczekać, zbudować stronnictwo i dopiero wtedy, już jako monarcha rządzący całym, potężnym królestwem, żenić się. Zygmunt August zrozumiał to zbyt późno.

- reklama -

I po ślubie

W listopadzie 1547 r. Zygmunt August opuścił Wilno i wyjechał do Korony, a Barbarę postanowił wysłać do dworu Radziwiłłów w Dubinkach. Całodzienna podróż po fatalnych drogach (już wtedy Rzeczpospolita słynęła ze złego ich stanu, co jak wie każdy kierowca – nie uległo zmianie) miała katastrofalny skutek – nazajutrz po przybyciu 20 listopada 1547 r. Barbara poroniła. Być może zresztą wcale nie poroniła, tylko wykorzystała okazję, żeby poinformować króla o zdarzeniu które nie miało miejsca i zakończyć symulowanie ciąży. Tymczasem tajny ślub wcale nie był tak tajny, pomimo, że udzielający go ksiądz „zniknął”. Ślub stał się jawny i doprowadził do politycznego trzęsienia ziemi. Wszyscy byli przeciwni. W dodatku pojawił się list Zygmunta Starego, rozesłany do wszystkich członków Rady Wielkiego Księstwa Litewskiego. Król ignorował ślub zawarty bez świadków, w dodatku list był pisany w takim tonie, jakby władca chciał cofnąć decyzję o przekazaniu władzy nad Litwą swemu synowi. Listy te dyktowała w rzeczywistości Bona, stary król na przełomie lutego i marca 1548 r. poważnie zachorował, ale August o tym nie wiedział. Młody król był przerażony – Zygmunt Stary miał przecież i inne potomstwo i mógł go nawet wydziedziczyć. Można domyślać się, że w tej sytuacji wiadomość o śmierci ojca, który zmarł 1  kwietnia 1548 r. przyjął z pewną ulgą. Na politycznej arenie pozostała co prawda Bona, ale nowy król całego kraju nie zamierzał się tym przejmować. Natychmiast wezwał Barbarę do Wilna. Wezwał też wszystkich członków rady wielkoksiążęcej i gdy ci przybyli z zamiarem złożenia mu kondolencji, 17 kwietnia 1548 r. przedstawił im swoją żonę. Oględnie rzecz ujmując, wiadomość ta została przyjęta gorzej niż niechętnie, m.in. za sprawą Bony, która poinformowała członków rady, że to August wpędził ojca do grobu. Można powiedzieć – prawie jak z księciem Harrym i jego żoną, jeśli szukać współczesnych analogii.

Pogardzana

Barbary – w końcu żony króla – nikt nie szanował. Polacy już wtedy nie mieli problemów z pokazaniem władzy, co o niej myślą. Najoględniej mówiąc – powszechna była opinia, że młody król ożenił się z prostytutką. I było to najłagodniejsze słowo, którym określano Barbarę. Podobno najsłynniejsze polskie przekleństwo na „k” zyskało popularność właśnie dzięki niej. Na Sejmie w 1548 r. rozpętała się dzika awantura, w której obie jej strony nie wahały się obrażać się nawzajem. Niemała była w tym „zasługa” króla, który lekceważąco odnosił się do posłów i senatorów, czym tylko jeszcze bardziej ich rozwścieczył. Ci wprost zapowiedzieli, że nigdy nie uznają królewskiego ślubu. Groźba wojny domowej wisiała w powietrzu. Król był już o krok od abdykacji. Nie uczynił go tego jednak, bo na to był zbyt wielkim tchórzem. Posłowie nie uznali jego władzy w państwie ani nie zatwierdzili jego uprawnień. Zygmunt August, który w sprawie swego małżeństwa „stawiał się”, zapewniając, że nie będzie „malowanym królem”, takim właśnie monarchą został. Był królem, ale z powodu swojej miłostki stracił na zawsze pozycję, jaką mieli w państwie Jagiellonowie. W dodatku jego dzieci z Barbarą nie miały mieć żadnych praw dziedzicznych w Polsce, a ona sama bez zgody sejmu i senatu nigdy nie mogła zostać królową. Nadal była nałożnicą. Tyle tylko że legalną.

Królowa wbrew wszystkim

13 lutego 1549 r. Zygmunt August przywiózł Barbarę do Krakowa. Znowu szastał pieniędzmi bez opamiętania, byle tylko podnieść rangę Barbary i zrekompensować jej paszkwile, karykatury i drwiny. Barbara ochoczo z tego korzystała, wydając pieniądze wręcz ostentacyjnie, co oczywiście nie przysparzało jej sympatii. Znaczącą pozycję w tych wydatkach stanowiły perły, które w olbrzymich ilościach sprowadzano dla Barbary z Holandii, gdzie były przywożone z Indii, co oczywiście podnosiło ich cenę.

Barbara Radziwiłłówna była ponoć posiadaczką najwspanialszej kolekcji pereł w całej Europie. Pozazdrościć jej klejnotów miała sama Elżbieta I Tudor.

Być może zamiłowanie Barbary do pereł, uchodzących za magiczne, miała jeszcze jedno podłoże. Barbara była już poważnie chora. Prawdopodobnie na raka szyjki macicy, co oczywiście skończyło się plotkami o chorobie wenerycznej (zresztą według części historyków faktycznie chorowała i zmarła na kiłę).

Wykorzystując krótką poprawę zdrowia, zaczęła naciskać króla na koronację. Król był gotów na wszystko, by spełnić jej życzenie. Nie mając przychylności możnych, postanowił ją sobie kupić. Roztrwonił na to cały skarbiec. Osiągnął tyle, że umilkła jawna krytyka. Ta cicha, pełna szyderstw, trwała w najlepsze.

W końcu 7  grudnia 1550  roku. małżonkowie osiągnęli swój cel. Był to dzień koronacji Barbary na królową Polski. Tego dnia chora i wycieńczona Barbara, przyozdobiona perłami, wyglądała ponoć pięknie. Być może uskrzydliło ją poczucie tryumfu, a może wiara, że nałożenie korony i namaszczenie świętymi olejami da jej zdrowie. Na próżno.

Stan zdrowia królowej pogarszał się z tygodnia na tydzień. „Ropiejący wrzód” wydzielał woń tak straszną, że służba odmawiała zajmowania się królową. Robił to szaleńczo zakochany król. Szukając ratunku dla Barbary roztrwonił majątek na lekarzy, znachorów i czarownice.

W tym czasie skandal, jaki wywołał ten związek i ślub przekroczył już granice Polski. Poza granicami Rzeczpospolitej sławę zyskały też olśniewające kolekcje biżuterii nowej królowej. Szczególnie perły. Te ostatnie uwielbiała inna władczyni, angielska „królowa-dziewica” Elżbieta I Tudor (1533-1603), panująca w latach 1558-1603.

Umierająca Barbara błagała męża, aby zabrał ją z wrogiego Krakowa do Niepołomic i by pochował ją w Wilnie. Król zamierzał to zrobić. Skonstruowano specjalną lektykę mieszczącą całe łoże królewskie, a monarcha chciał zburzyć nawet Bramę Floriańską, bo pojazd z lektyką był za duży i zwyczajnie się w niej nie mieścił. Nie zdążył. Barbara zmarła 8 maja 1551  roku. Król dotrzymał jednak słowa i do Wilna zawiózł więc trumnę z jej ciałem (przez każdą miejscowość po drodze szedł pieszo). Tam ją pochował. Notabene ten pogrzeb też kosztował fortunę.

A co z perłami?

Kiedy Barbara umarła, wszystkie jej klejnoty przypadły Zygmuntowi Augustowi, chociaż można przypuszczać, że wówczas niewiele go obchodziło. Rzeczywiście, początkowo król je przechowywał (z tym, że nikt nie dbał o warunki tego przechowywania) i zgodnie z jego testamentem miały trafić do jego siostry Anny Jagiellonki. Ale nie trafiły. Olśniewająca kolekcja przepadła. Gdzie? Tego właśnie nie wiadomo. Wiadomo, że gdy król Zygmunt August umierał w 1572 roku, dworzanie powiązani z rodziną Mikołaja i Jerzego Mniszchów przez cztery dni z sal zamku w Knyszynie wynosili skrzynie pełne kosztowności. Opieczętowanie komnat króla przez obecnych przy jego łóżku senatorów na nic się zdało. Perły Barbary zaginęły. Nie było ich ani w skarbcu Anny Jagiellonki, ani w grobowcu Barbary, który otwarto w 1931 roku.

Parę wieków później pojawiły się sensacyjne doniesienia, że  w 1914 roku kustosz British Museum odnalazł korespondencję angielskiej władczyni, w której zlecała ona swoim agentom w Rzeczypospolitej nabycie pereł polskiej królowej. Nie jest więc wykluczone, że dokonali oni tej sztuki, kupując perły które umierającemu królowi Polski ukradli Mniszchowie. Co było później?

Elżbieta I Tudor dla urody gotowa była na wiele poświęceń. Aby podkreślić swoją potęgę władczyni dosłownie obwieszała się perłami. Podobno, kiedy dotarły do niej opowieści o perłach wybranki polskiego króla, poleciła swoim agentom nabycie tej kolekcji. Okazja nadarzyła się po śmierci Barbary.

Po śmierci Elżbiety I w wyniku działów spadkowych, poza wspomnianymi czterema perłami,  perły Radziwiłłówny przypadły dworowi hanowerskiemu, z którym bez skutku procesowała się o ich posiadanie królowa Wiktoria. Według pamiętnikarza i szambelana cesarza austriackiego Mariana Rosco Bogdanowicza, w 1900 r. miał on oglądać te właśnie perły na szyi eks-królowej hanowerskiej Marii, spadające długimi rzędami prawie do kolan. Co prawda wielu historyków zarzuca Bogdanowiczowi, że był hochsztaplerem i po prostu fantazjował, ale równie wielu uważa, że w jego opowieściach może być ziarno prawdy i chociaż część kolekcji Barbary trafiła jednak na szyję największej i najpotężniejszej miłośniczki pereł w szesnastowiecznej Europie. A jeśli tak było, to jest bardzo możliwe, że dziś, część tej kolekcji tworzy koronę, którą nosiła Elżbieta II i którą włoży na swoje skronie w przyszłym roku jej syn Karol III, a część znajduje się w skarbcu Brytyjskiej Korony i ozdabia od czasu do czasu księżnę Kate.

Dwie królowe Elżbiety. Oczywiście w perłach. Czy są wśród nich klejnoty z Polski? Fot. Twitter

Śledź nas na:

Czytaj:

Oglądaj:

1 KOMENTARZ

1 Komentarz
oceniany
najnowszy najstarszy
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
pablo
18.09.2022 00:32

Diabli z ta historia kiedys i dzis to jest to samo.

reklamaspot_img

Ostatnio dodane

Ruski agent czy pożyteczny idiota? 

Radek Sikorski od lat pała miłością do dwóch tradycyjnych wrogów Polski: Rosji i Niemiec. Po jego ostatnim twitterowym komentarzu...

Przeczytaj jeszcze to!

1
0
Podziel się z nami swoją opiniąx