Rafał Trzaskowski za jednym zamachem postanowił pokonać TVN, Bronisława Komorowskiego i wskazać Donaldowi Trumpowi miejsce w szeregu. A wszystko z wykorzystaniem popularnego wafelka.
– Z prezydentem Trumpem trzeba rozmawiać po partnersku. Nie tak jak PiS, który jest w stanie wszystko pochwalić, nawet jeżeli te decyzje kłócą się z naszym interesem narodowym, tylko po partnersku: prezydencie Trump, jesteśmy gotowi do współpracy, mamy mega mocne karty, jedzmy razem Prince Polo. Prince Polo. Trzeba przedstawiać? Nie trzeba. Olza Cieszyn. Jeżeli pojedziecie do Islandii, wszyscy zajadają się tam Prince Polo. Dzisiaj w polskie miejsca pracy Amerykanie zainwestowali, w związku z tym można jasno mówić do prezydenta Trumpa: panie prezydencie, pan mówi o Grenlandii, a jak relacje z Islandią? Tam się je Prince Polo. Najlepszy możliwy symbol współpracy pomiędzy Polską a Stanami Zjednoczonymi. – ogłosił w Ostrowcu Świętokrzyskim swój plan na budowę partnerskich relacji z USA.
A głupi politycy PiS myśleli, że w rozmowach z USA chodzi o kontrakty zbrojeniowe, wymianę handlową, amerykańskie bazy wojskowe w Polsce. A tymczasem prawdziwie poważna sprawa to konsumpcja wafelka, konsumowanego w Polsce i w Islandii. Co prawda w liczącym 387 tys. mieszkańców państwie aż 20 tys. to Polacy, co może mieć niejaki wpływ na konsumpcję wafelka z Cieszyna, ale przecież to tylko szczegóły, a po co nimi zawracać Trumpowi głowę. W końcu w USA też trochę Polaków mieszka i na pewno jadają wspomniany wafelek.
Jak Trzaskowski zostanie prezydentem to załatwi bezcłowy eksport cieszyńskiego wyrobu do Stanów, a Trumpowi podeśle paczkę wafelków. Jak Trump raz spróbuje, nigdy więcej nie zje innego wafelka. Potem od takiego uzależnionego od wafelków prezydenta, Trzaskowski niczym wprawiony diler uzyska wszystko. Pomacha Trumpowi wafelkiem przed nosem i prezydent USA podpisze każdy dokument i zrobi wszystko byle wgryźć się w produkt Olzy Cieszyn. Jedno trzeba przyznać – takiego geniusza w polskiej polityce jeszcze nie było. Co tam Komorowski ze swoim ciężkostrawnym bigosem. Co tam Putin ze swoim arsenałem jądrowym. Rafał Trzaskowski ma broń, która jest nie do pokonania – wafelek. Takie Wunderwaffe kandydata Tuska. TVN z “reportażem” o torcie z wafelkami powinien schować się ze wstydu, a Komorowski, który Obamie opowiadał o bigosie pewnie aż gwizdnął z podziwu. I spuchł z dumy – w końcu ma naśladowcę swojej polityki.
Warto też dodać, że wafelkiem Rafał będzie walczył z Trumpem, ale na co dzień na swoich spotkaniach wyborczych poleca generalnie poleca różne produkty. Poza polskim winami polecał “ogórki Urbanka” (powinny być w samolocie prezydenckim ale na razie są “tylko” w Mongolii) i czekoladki “Solidarności”, które są “najbardziej popularne w Azerbejdżanie. – Ktoś lubi czekoladki? – pytał na wiecu w Ostrowcu Świętokrzyskim, nagradzany niemrawymi oklaskami. Rafału może mieć problem z takimi występami w miastach, gdzie poupadały duże zakłady pracy i gdzie padają kolejne, ale w końcu tam może nie zdążyć przyjechać, a jak przyjedzie, to zawsze znajdzie się jakiś “Zdzisiek”, który w swojej masarni robi doskonałą kiełbasę. Zamiast odpowiadać na pytanie o Zielony Ład i rozwalanie gospodarki, pochwali mieszkańców za wyrób “Zdziśka”, doda, że powinien on być dostępny wszędzie i sprawa będzie załatwiona. I tylko złośliwi internauci pytają, kiedy Rafału zacznie na swoich wiecach sprzedawać garnki, pościel i maść na odciski. Chociaż w sumie patrząc na jego wystąpienia, właśnie to robi.