Ofiara ataku pokazana jako sprawca. Morderca jako ofiara. Polak pociachany nożem, skuty w kajdanki, umierający na ulicy. To współczesna Wielka Brytania. I wielkie milczenie MSZ Radka Sikorskiego.
Polak Henry Nowak miał 18 lat. Studiował na uniwersytecie Southampton na południu Anglii. 3 grudnia 20205 wieczorem wracał do domu spokojną willową ulicą, gdy został napadnięty przez 23-letniego Hindusa Vicruma Digwę.
Sprawa zadał mu pięć ciosów tradycyjnym sikhijskim nożem w twarz, nogi i klatkę piersiową. Według oficjalnej wersji zdarzeń policję wezwali mieszkańcy domów, którzy usłyszeli, jak Nowak woła, że jest ranny. W tym czasie Digwa dzwonił do domu.
Wiadomo, że kiedy patrol dotarł na miejsce ataku, Digwa oświadczył, że Polak był pijany i „znieważył go na tle rasowym”. Tu też nie jest jasne, czy zrobił to „sam z siebie” czy na skutek podpowiedzi policyjnej. Jak się okazuje, na interwencję przyjechał „patrol mieszany”, a plotka głosi, że będąca w nim policjantka „należała do mniejszości etnicznej”.
Polak był jeszcze przytomny. Mówił, że to nieprawda, pokazywał, że jest ranny i prosił o wezwanie pomocy. Policjanci mieli na swoich mundurach kamerki, ale nagranie z nich zostało określone jako „zbyt szokujące”, co miało uzasadnić odmowę jego publikacji. Niektóre komentarze mówią wszakże, że chodzi o coś innego
Wedle internetowych komentarzy w skuwaniu rannego, m.in. w twarz Polaka, pomógł przybyły chwilę wcześniej brat mordercy. Chwilę wcześniej mamusia sprawcy z miejsca zbrodni zabrała też jej narzędzie – tradycyjny hinduski nóż, z którym stale obnosił się morderca. Po tym wszystkim patrol policji wzruszony „krzywdą” doznaną przez Hindusa, zabrał go ponoć na obiad. Inne relacje mówią, że w ukrywaniu nagrań z kamerek chodzi nie o to, że widać wyraźnie, jak ciężko ranny jest polski student, ale o to, że policjanci go… wyśmiewali. On umierał, a policja wraz z mordercą śmiały mu się w twarz. Ostatnie słowa Nowaka brzmiały: „Proszę, bracie, nie mogę oddychać”.
Szok za szokiem
Sekcja zwłok wykazała, że w Henry nie był pijany, a dalsze dochodzenie, że zarzuty sformułowane przez sprawcę były bezpodstawne. W ubiegłym tygodniu sąd koronny w Southampton uznał 23-latka za winnego morderstwa. Digwa usłyszał wyrok dożywotniego więzienia, jego mamusia – sześciu lat.

Wyrok bez wątpienia słuszny, uzasadnienie szokuje. – Twoje działania wywołały napięcia rasowe w Southampton i w całym kraju, przez co wielu sikhów zaczęło obawiać się o swoje bezpieczeństwo – powiedział do skazanego sędzia. Rozumiesz Szanowny Czytelniku – głupi (inaczej tego nazwać nie można) sędzia zakomunikował, że dożywocie jest nie tylko dlatego, że Digwa zamordował, ale że przez niego inni Hindusi zaczęli obawiać się o swoje bezpieczeństwo. Najważniejsze okazuje się znowu bezpieczeństwo imigrantów, z których wywodzi się zabójca, a nie bezpieczeństwo ofiar. Cały ten durny wywód zapewne ma swoje źródło w komentarzach wściekłych internatów, którzy wprost piszą, że brytyjska policja jest tak opętana polityczną poprawnością, że gdyby sytuacja była inna i biały stojąc nad zakrwawionym Hindusem próbowałby sprzedać bajeczkę o ataku, zostałby potraktowany zgoła inaczej, a do ofiary wezwano by pomoc.

Policjantów, którzy przyczynili się do śmierci polskiego studenta nie spotkała żadna kara. Po zamknięciu procesu Vicrumu Digwy przedstawiciele policji… przeprosili za „błędną ocenę sytuacji”.
– To tragedia, że funkcjonariusze nie zrozumieli natychmiast, co stało się Henry’emu. Jest mi przykro, że został on zakuty w kajdanki i aresztowany, zanim stracił świadomość – powiedział p.o. wicekomendanta Hampshire and Isle of Wight Constabulary Robert France. Nie zrozumieli? Nie zrozumieli, co do nich mówi student? To przecież kpina w żywe oczy i ze zdrowego rozsądku.
Wymowne milczenie MSZ
Może zapytasz Szanowny Czytelniku, co z tym zrobiło polskie MSZ? Czy rodzina Marka mogła liczyć choćby na symboliczne wsparcie? Na żądanie wyjaśnień od służb brytyjskich? Otóż oczywiście nie. Radek Sikorski ma ważniejsze sprawy, a Donald Tusk był przeszczęśliwy fotografując się z Keirem Starmerem. Sam Starmer ograniczył się do wpisu na X, gdzie napisał: „To okropny, szokujący przypadek”. Przypadek? Przypadek to jest skręcenie nogi w dziurze na chodniku. To było morderstwo popełnione przy udziale policji. Jedynie Elon Musk nazwał zachowanie policjantów obrzydliwym i zażądał ich zwolnienia. Raczej do niego nie dojdzie. Przecież policja wydała już oświadczenie, że im „przykro”. W Polsce zaś zapanowała radość, że po donosach lewackich organizacji, na terytorium Wielkiej Brytanii nie zostali wpuszczeni Rafał Ziemkiewicz i Sławomir Mentzen. Słusznie. Jeszcze powiedzieliby kilka słów prawdy, których nikt tam słyszeć nie chce.

