12 maja 1983
Grzegorz Przemyk, syn opozycyjnej poetki Beaty Sadowskiej właśnie zdał maturę. 12 maja 1983 r. świętując to wydarzenie, w domu wypił z kolegami wino, a potem poszli na Starówkę. Śmiali się, wygłupiali – jak to młodzi, gdy dopadli ich milicjanci. Przemyk został zabrany do pobliskiego komisariatu MO przy ul. Jezuickiej 1/3 i tam skatowany przez 3 funkcjonariuszy. Milicjanci wypuścili go do domu, gdzie zaczął skarżyć się na bóle brzucha. Karetka zabrała go do szpitala, gdzie zmarł po dwóch dniach. Przyczyną śmierci był uraz wielonarządowy na skutek pobicia. Na polecenie gen. Kiszczaka w grudniu 1983 winą obciążono sanitariuszy oraz lekarkę, którzy wieźli Przemyka z domu do szpitala. Warszawa i tak znała prawdę.

