INFORMUJEMY, NIE KOMENTUJEMY

© 2020-2021 r. FreeDomMedia. All rights reserved.

Centralna Agencja Informacyjna

09:25 | wtorek | 09.08.2022

© 2020-2021 r. FreeDomMedia. All rights reserved.

Niemiecka zabawa w sprawiedliwość

Czas czytania: 4 min.

Kartka z kalendarza polskiego

9 sierpnia

Zaczęło się od drewnianego kościółka i kamiennej strażnicy

9 sierpnia 1382 r. Zaczęło się zwyczajnie – od sprowadzenia do Polski szesnastu zakonników. Nie wiadomo dokładnie, kto tego dokonał, chociaż większość historyków wskazuje na...

Koniecznie przeczytaj

Niemcy bawią się w wymierzanie sprawiedliwości swoim zbrodniarzom. Tak, by nie stała im się za duża krzywda.

Dobiegł końca proces byłego strażnika obozu koncentracyjnego Sachsenhausen. Josef Schütz stanął przed sądem w zeszłym roku. Obudzona po dziesięcioleciach niemiecka prokuratura zarzuciła mu doprowadzenie w latach 1942-1945 do śmierci 3500 więźniów obozu. Zarzuty objęły m.in. podżeganie do „rozstrzelania sowieckich jeńców wojennych” czy też mordowanie więźniów „za pomocą trującego gazu cyklonu B”. – Akceptował pan dehumanizację ofiar i pogodził się z nią – mówi prokurator Cyrill Klement odczytując akt oskarżenia na sali sądowej i żądając dla zbrodniarza kary… 5 lat pozbawienia wolności. Pięć lat za udział w zamordowaniu 3500 osób, która to zbrodnia nie uległa nigdy przedawnieniu! Obrona oczywiście domagała się uniewinnienia, a sam zainteresowany zaprzeczał wszystkim zarzutom.

- reklama -

Zbrodniarz

Schütz urodził się w rodzinie litewskich Niemców i jak sam podkreśla – wychowywał się na Litwie. Do wojska wstąpił w 1938 r. W czasie procesu twierdził, że nigdy nie był strażnikiem w obozie koncentracyjnym, a wojnę spędził pracując jako robotnik rolny w Pasewalku (Meklemburgia-Pomorze Przednie). Także po wojnie pracował, m.in. jako robotnik rolny i ślusarz. W czasie procesu podkreślał, że jego zmarła w 1986 r. żona zawsze uważała go za dobrego człowieka, jest dumny ze swoich dzieci i wnuków oraz osiągnięto wieku (101 lat).  rzecz w tym, że prokuratura okazała przed sądem dokumentację z obozu, gdzie widnieją jego dokładne dane. Nie ma mowy o pomyłce. Oczywiście humanitaryzm sądu przedłużał postępowanie – rozprawy były kilkakrotnie odkładane ze względu na zły stan zdrowia oskarżonego. Jego ofiary w złym stanie zdrowia zwykle kończyły w komorach gazowych.

Piekło

- reklama -

Jak już pisaliśmy w artykule o rozpoczęciu procesu: „Obóz w miejscowości Sachsenhausen pod Berlinem Niemcy założyli już 1936 r. SS  uważało go za obóz „wzorcowy” pod względem organizacyjnym.Już w 1938 r. w wydzielonych budynkach na terenie obozu został pomieszczony Inspektorat Obozów koncentracyjnych (Inspektion der Konzentrationslager), zarządzający wszystkimi niemieckimi obozami koncentracyjnymi, w tym również zlokalizowanymi w okupowanej Polsce. Szkoliło się tu wielu komendantów i wysokich funkcjonariuszy SS, którzy później obejmowali funkcje w innych obozach (w tym Rudolf Hoss, komendant obozu Auschwitz). W listopadzie 1939 r. do obozu zostali przywiezieni aresztowani podczas Sonderaktion Krakau profesorowie Uniwersytetu Jagiellońskiego. Już 2 maja 1940 r. do tego obozu został wysłany pierwszy transport więźniów Pawiaka. Polacy byli liczną grupą narodowościową w obozie. Ich sytuacja była tym straszniejsza, że nie mieli szans na ucieczkę, inaczej niż w okupowanej Polsce, tu w razie ucieczki nie mogli liczyć na pomoc ludności cywilnej. Do obozu byli też przywożeni duchowni. Tu także został przywieziony i tu zamordowany Stefan Rowecki „Grot”, komendant główny Armii Krajowej. W tym obozie Niemcy przeprowadzili też „eksperymenty” z uśmiercaniem ludzi przy pomocy gazu – w 1941 r. zamordowali grupę jeńców sowieckich w specjalnie przystosowanych do tego celu ciężarówkach. W  obozie Sachsenhausen Niemcy przeprowadzali zbrodnicze eksperymenty medyczne na więźniach, które często kończyły się śmiercią lub kalectwem. Więźniowie byli też wykorzystywani do pracy ponad siły w niemieckich przedsiębiorstwach. Masowo umierali z powodu chorób, głodu, wycieńczenia i pracy ponad siły. Obóz działał do samego końca wojny. Przeszło przez niego co najmniej 200 tys. więźniów. Dokładna liczba jego ofiar nie jest znana.

Więźniowie KL Sachsenhausen

Wyrok

Proces załogi Sachsenhausen odbył się w 1947 r. a na ławie oskarżonych zasiedli m.in. komendant obozu i obozowy lekarz odpowiedzialny za przeprowadzanie eksperymentów medycznych. Wśród zaledwie 16 skazanych nie było ani jednego obozowego strażnika. Żaden z oprawców nie został też skazany na śmierć. Po wojnie niemiecki wymiar „sprawiedliwości” stał na stanowisku, że oskarżonym należało bezpośrednio udowodnić zamordowanie więźnia obozu koncentracyjnego, a sama służba w obozie nie czyniła za nic odpowiedzialnym, nawet za przyczynienie się do śmierci więźniów. Podejście to zmieniło się dopiero po postawieniu przed sądem innego niemieckiego zbrodniarza Iwana Demianiuka (1920-2012), kiedy Niemcy niemrawo wzięły się za ściganie stojących nad grobem zbrodniarzy i skazywanie ich na symboliczne kary. W ten sposób przed sąd trafił i Josef Schütz. Przed Sądem Okręgowym w Itzehoe toczy się jeszcze sprawa przeciwko byłej sekretarce z obozu koncentracyjnego Stutthof. Też raczej szczególnie surowa kara jej nie grozi. Josef Schütz został skazany na pięć lat więzienia.W więzieniu nie spędzi raczej ani jednej godziny. Jest chory. I to było na tyle, jeśli chodzi o niemiecki wymiar „sprawiedliwości”. Niemieckie kpiny z ofiar ich zbrodni trwają nadal. Bo ten wyrok jest właśnie taką kpiną.

Śledź nas na:

Czytaj:

Oglądaj:

1 KOMENTARZ

1 Komentarz
oceniany
najnowszy najstarszy
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
AMBROGIO
28.06.2022 16:39

Polska zabawa w sprawiedliwość Tow. W. Jaruzelski został
prezydentem w tzw. III RP .

reklamaspot_img

Ostatnio dodane

Czy Waldemar Kraska straci robotę?

Wiceminister Zdrowia Waldemar Kraska chyba nie skonsultował swojego wystąpienia z szefem. Ani z „ekspertami medycznymi”. Nie zdziwmy się, jeśli...

Przeczytaj jeszcze to!

1
0
Podziel się z nami swoją opiniąx