12 lutego
Na tle licznych podziałów politycznych, światopoglądowych i kulturowych, mamy coś, co łączy Polaków. I tylko zachodnie korporacje mogą być z tego czegoś niezadowolone. Na tym polu nie mają u nas żadnych szans.
Nikt właściwie nie wie, jak narodziła się ta świecka tradycja, wiadomo, że wcale nie jest nowa, za to celebrowana przez wszystkich – w ostatni czwartek karnawału, czy w Tłusty Czwartek po prostu trzeba zjeść pączka. I chociaż pierwsze pączki były ze smalcem, dziś to dzień jedzenia tych słodkich – z powidłami, konfiturami, marmoladą, różnymi słodkimi nadzieniami. Tysiące doświadczeń potwierdziło, że zjedzenie pączka w Tłusty Czwartek przynosi same korzyści: sprzyja rozwojowi gospodarki poprzez zwiększenie obrotów cukierni i piekarni, co przekłada się na wyższe dochody państwa. Poza tym zjedzenie pączka zazwyczaj wiąże się z popiciem go różnymi napojami, co zwiększa obroty punktów nimi handlujących. Nadto zjedzenie pączka podnosi poziom endorfin, wprawiając jedzącego w dobry nastrój, co automatycznie obniża poziom agresji w społeczeństwie. Jest też korzystne dla polityki historycznej – zwraca uwagę na kultywowanie tradycji, a jednocześnie sprzyja integracji przybyszów częstowanych pączkami z polskim społeczeństwem.
Pomijając te korzyści, jedzenie pączków niweluje podziały polityczne. Podobno w ten jeden dzień zjadamy 100 milionów pączków, a udział tym bierze 95 proc. Polaków. Reszta po prostu nie zdąża wystać swoich pączków w kolejkach po ten smakołyk.

