Kilka lat temu na Ukrainie zostały stworzone listy proskrypcyjne Polaków. Te listy nadal istnieją, ponieważ nie mamy żadnego dokumentu, który by potwierdzał, że zniknęły.
“Ukraińcy wpisują Polaków na listy proskrypcyjne, które na Ukrainie oznaczają wrogów ich kraju. W takim kontekście te listy należy czytać. Jeśli ktoś jest wrogiem Ukrainy, trzeba się z nim rozliczyć. Jak rozliczyć? Poczytajmy, co piszą inni: „Austriackie MSZ wezwało do siebie ambasadora Ukrainy z powodu zamieszczenia w spisie rzekomych «agentów Rosji» austriackiego dziennikarza Christiana Wehrschütza, wieloletniego korespondenta austriackiego nadawcy publicznego ORF. Ukraińcom nie spodobały się jego reportaże z Krymu, które miały być jednostronne i prorosyjskie. Wehrschütz napisał list do austriackiego rządu oraz do kierownictwa ORF, w którym stwierdził, że jest bardzo zaniepokojony tą sytuacją, ponieważ na Ukrainie są «zbrojne ultranacjonalistyczne grupy, które grożą dziennikarzom relacjonującym krytycznie działania ukraińskich władz i starającym się być obiektywnymi». Dziennikarz zaapelował o interwencję dyplomatyczną, ponieważ «dwóch dziennikarzy już zostało zamordowanych», a on nie ma zamiaru być następny. MSZ Austrii zareagowało na list dziennikarza, wzywając do siebie ambasadora Ukrainy1”… A polskie MSZ?” – pisze w najnowszej “Warszawskiej Gazecie” Stanisław Srokowski, pisarz, który jako dziecko przeżył Rzeź Wołyńską i sprawę stosunku Ukraińców do Polaków zna jak mało kto.
Kto znalazł się na ukraińskiej liście Polaków do zabicia i za co się na nią trafia, a także czy polski MSZ coś z tym robi, o tym tylko w najnowszej “Warszawskiej Gazecie”. Już w sprzedaży, także w wersji internetowej.
