Dzieło Solidarności poszło „w piach”. Robotnicy, którzy walczyli o wolną Polskę zostali pierwszymi ofiarami „transformacji ustrojowej”, zaplanowanej zresztą przy wódce w mieszkaniu mającego zerową wiedzę o ekonomii Jacka Kuronia i spisaną w redakcji „Gazety Wyborczej”.
Stanisław Murzański w książce „Sojusz nieczystych sumień. Inteligencja polska na przełomie XX i XXI wieku” pisze: Według Stanisława Cioska, sekretarza KC PZPR, jednego z członków „zespołu trzech”, przygotowującego dla gen. Jaruzelskiego tajne raporty na temat sytuacji w kraju oraz propozycje działań z „sugestią personalną” – wskazując gen. Kiszczaka jako osobę najodpowiedniejszą do odegrania roli głównego negocjatora – wystąpili „partnerzy” z kręgów opozycyjnych. Dla potwierdzenia tej informacji można by się powołać na F.M. Rakowskiego, który tym „zaufanie drugiej strony” do generała tłumaczył, że Kiszczak w latach 80. odbywał wiele rozmów z czołowymi działaczami opozycji, „również tymi, których od czasu do czasu zamykał.
Doradcy Solidarności ale nie z Solidarności
Strajk w Stoczni Gdańskiej rozpoczął się 14 sierpnia 1980 r. Tak się złożyło, że w tym czasie Edward Gierek był na swoich wakacjach na Krymie, chociaż wypada dodać, że Andrzej Gwiazda też był na urlopie. W Wikipedii można przeczytać, że jednym z organizatorów strajku był Bogdan Borusewicz, ale według innych relacji tego dnia w ogóle nie było go w pracy. Lech Wałęsa został podrzucony na teren stoczni kilka godzin później – esbecką motorówką.
Gdy wieści o strajku dotarły do Warszawy, grono lewicowych intelektualistów sformułowało i podpisało tzw. „Apel 64” – list 64 intelektualistów, wspierających strajk i wzywających komunistyczne władze do rozmów z Solidarnością. „Apel 64” napisali intelektualiści z organizacji opozycyjnych, ale tolerowanych przez komunistyczne władze. Wszystko zgodnie z instrukcją Kiszczaka: SB może i powinna kreować różne stowarzyszenia, kluby, czy nawet partie polityczne, głęboko infiltrować istniejące. Gremia kierownicze tych organizacji na szczeblu centralnym, a także na szczeblach podstawowych muszą być przez nas operacyjnie opanowane. Musimy sobie zapewnić operacyjne możliwości oddziaływania na te organizacje, kreowania ich działalności i polityki. Apel 64 powstał w mieszkaniu Bronisława Geremka, pocztą został wysłany do marszałka sejmu i premiera. Do KC miał go podrzucić osobiście sam Geremek, który jako były członek PZPR wciąż posiadał tam znajomości. Zaraz potem, 22 sierpnia w Gdańsku zjawili się Mazowiecki i Geremek.
Potem działacz Solidarności Jan Martini w opublikowanym w internecie artykule „Kim byli najważniejsi doradcy „Solidarności” Mazowiecki i Geremek?” cytował taką oto wypowiedź Anny Walentynowicz: W jakim celu i na czyje polecenie pojawili się w stoczni reprezentanci „opozycyjnej warszawki”? Nikt ich przecież nie zapraszał. Przyjęliśmy argumenty Geremka, że rozmowy z przedstawicielami rządu mogą być trudne i przyda się ktoś doświadczony, obyty w kontaktach z władzą, czyli poseł PRL, Tadeusz Mazowiecki. Ta dwójka „ekspertów” dobierała sobie współpracowników. Dlaczego doradcy usiłowali nakłonić nas do rezygnacji z postulatów mówiących o uwolnieniu więźniów politycznych i o powołaniu wolnych związków zawodowych? (…) O czym rozmawiali z ekipą rządową, kiedy udawali się na spoczynek do tego samego hotelu? Czy im również doradzali?.
Dziś jesteśmy karmieni legendą doradców, śpiących na polowych łóżkach w pomieszczeniach biurowych stoczni spędzających po 20 godzin na dobę “nad dokumentami”. Tymczasem doradcy wybierali się odpoczywać do bardzo wygodnego hotelu, w którym nocowali też wysłannicy rządu… I wciskali hamulec robotnikom – aby ci nie zażądali zbyt wiele wolności. Co było dalej?
Jakimi drogami Geremek, Mazowiecki, Kuroń, Michnik dotarli do naszpikowanej mikrofonami willi w Magdalence, gdzie przy wódce ustalali dzielenie się władzą z Kiszczakiem? O czym Jacek Kuroń rozmawiał z esbekami? Czyim zwycięstwem były Porozumienia Sierpniowe? Przeczytaj w “Warszawskiej Gazecie”!

