INFORMUJEMY, NIE KOMENTUJEMY

© 2020-2021 r. FreeDomMedia. All rights reserved.

Centralna Agencja Informacyjna

09:32 | niedziela | 01.03.2026

© 2020-2026 r. FreeDomMedia. All rights reserved.

Walczył o Polskę, pochowali go w niemieckim mundurze

Czas czytania: 8 min.

Kartka z kalendarza polskiego

1 marca

Ukraińskie bestie w Krościatynie

28/29 lutego 1944 Krościatyn był polską wsią. W 1939 r. we wsi znajdowała się szkoła, stacja i 156 zagród. Mieszkało 920 osób. Było 206 rodzin...

Koniecznie przeczytaj

1 marca Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych

Przechodniu, pochyl czoło, wstrzymaj krok na chwilę

- reklama -

Tu każda grudka ziemi krwią męczeńską broczy

Tu jest Służewiec, to są nasze Termopile

Tu leżą ci, którzy chcieli bój do końca toczyć

- reklama -

Nie odprowadzał nas tu kondukt pogrzebowy

Nikt nie miał honorowej salwy ani wieńca

W mokotowskim więzieniu krótki strzał w tył głowy

- reklama -

A potem mały kucyk wiózł nas do Służewca.

 „Nie mam szacunku i nie będę mieć szacunku do zbrodniarzy i ludobójców żadnych, ani do Putina, ani do «Burego»” – wykrzyczała z sejmowej mównicy posłanka Lewicy Anna Maria Żukowska w czasie debaty na temat proponowanej przez Lewicę ustawy „o zadośćuczynieniu ofiarom i rodzinom ofiar przestępstw popełnionych na tle narodowościowym, religijnym lub rasowym w latach 1945-1946”.

„Ruscy w Buczy mordowali i gwałcili kobiety i dzieci. I dokładnie o takich sytuacjach tu mówimy” – wtórował jej poseł KO Maciej Tomczykiewicz mówiąc o tym, co robili według niego Żołnierze Wyklęci z „Bogiem i ojczyzną na ustach”.

Polityczni spadkobiercy komunistów – ubeckich zbrodniarzy, chcą, by państwo polskie wypłaciło wysokie odszkodowania potomkom ubeków, członków KBW czy upowców. Pewnie także tych poza Polską – w Izraelu, na Ukrainie czy w innej Szwecji. Wprowadzali w Polsce zbrodniczy ustrój, przez dziesięciolecia kłamali o tych, którzy się na to nie zgodzili, a dziś znowu z nich robią zbrodniarzy, z siebie bohaterów. Bez prawdy, bez kontekstu historycznego, bez uwzględnienia realiów. Czy po wojnie były w Polsce kryminalne bandy? Były, ale to nie byli żołnierze podziemia niepodległościowego. Były za to całe wioski, w których mieszkali upowcy napadający na Polaków, których nie było komu bronić. Poza żołnierzami wyklętymi.

Osiemdziesiąt lat po wojnie wraca potworne ubeckie kłamstwo, a żołnierze podziemia niepodległościowego są nazywani zbrodniarzami. Z tego samego powodu i przez te same środowiska – bo chcieli Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski – polskiej. Takiej Polski nie chcieli ci, którzy ich zabijali, zdradzali, potępiali, kłamali. Nic się nie zmieniło.

Jeden z wielu

Stanisław Józef Bronisław Kasznica urodził się 25 lipca 1908 r. we Lwowie w inteligenckiej rodzinie o bardzo długich, patriotycznych tradycjach. Przed wojną działał w Obozie Wielkiej Polski (OWP) i w Obozie Narodowo-Radykalnym (ONR-ABC). Był członkiem wewnętrznej tajnej struktury ONR pod nazwą Organizacja Polska (OP).
W kampanii wrześniowej bronił Warszawy, podczas okupacji zaangażował się w budowę Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ) i ich cywilnych pionów (Służby Cywilnej Narodu), a potem szefem Oddziału I KG NSZ (niescalonego z AK). Walczył w Powstaniu, chociaż NSZ nie pochwalało decyzji o jego wybuchu. Dotarł do Częstochowy, gdzie na krótko zamieszkał z żoną i czteroletnią wówczas córeczką. Trwała jeszcze niemiecka okupacja, więc Stanisław Kasznica i współpracujący z nim od początku okupacji, wieloletni działacz ONR Lech Neyman dostali polecenie rozbudowy struktur NSZ na terenach okupowanych przez Niemców, jednocześnie coraz bardziej zagrożonych działaniami komunistycznej partyzantki. Jednocześnie lasy po obu stronach frontu były pełne konspiratorów z AK i NSZ. Tych ludzi nie można było zostawić samym sobie. Szansą dla nich miała być Brygada Świętokrzyska, która zgodnie z planem po wycofaniu się Niemców miała zająć Śląsk aż po Nysę Łużycką. Oddziały powołanej do życia w sierpniu 1944 r. Brygady Świętokrzyskiej niemal od początku pozostawały w konflikcie z Armią Ludową i sabotażowymi grupami band radzieckich. W tym konflikcie obie jego strony wykazywały się wobec przeciwnika bezwzględnością. Ludność cywilna ze śląskich wiosek ponosiła konsekwencje sympatii okazywanych podziemiu.

Rajd Brygady Świętokrzyskiej

13 stycznia 1945 r. stacjonująca w okolicach Miechowa Brygada Świętokrzyska wyruszyła na Zachód. Musiała walczyć z Niemcami, potem przy przeprawianiu się przez Pilicę została ostrzelana przez wojska sowieckie, w wyniku czego utraciła część taborów. Sytuacja była tak trudna, że dowódca Brygady płk Antoni Dąbrowski ps. „Bohun” w rozkazie nr 159 przyznał, że porozumiał się z Niemcami co do przejścia ich fortyfikacji i przepuszczenia Brygady na Zachód, zawieszając walkę z oddziałami niemieckimi. Dzięki temu ponad 850 żołnierzy podziemia przekroczyło Odrę. Z jednej strony od idącej niemal równolegle do linii frontu Brygady włączenia się do walki z Armią Czerwoną żądali Niemcy, z drugiej kilkakrotnie została ona ostrzelana przez Amerykanów i sowietów. Niemcom nie udało się pozyskać współpracy Brygady. 5 maja bataliony Brygady zaatakowały ochronę niemieckiego obozu koncentracyjnego w Holiszowie i uwolniły z niego blisko tysiąc kobiet, w tym Polki. „Bohun” tak to wspominał: – Drzwi do baraków zostały otwarte. Chciałem wejść do wewnątrz, ale makabryczny widok, jaki ujrzałem, zatrzymał mnie w progu. Z baraku wydostawał się na zewnątrz potworny odór wydzielin ludzkich, zmieszany z wonią rozkładających się trupów. Z tych czeluści na światło dzienne wypełzły pozostałe przy życiu kobiety. Nie mogły ustać na nogach…

Tak te minuty wyglądały oczami więźniarek:

– Naraz krzyk wstrząsa powietrzem, aż szyby do końca wylatują. Podnoszę głowę. Wojsko Polskie! Polacy! Nasi! Paliaki! Polonais! Powariowały – myślę wstając pomału. Chcę wyjść na podwórze. Stanęłam i skamieniałam. Rzeczywiście! Nasi żołnierze! Biegają z karabinami w garści, rozbrajają Niemców. Kobiety całują mundury, orły na ramionach żołnierzy i wszystkie ogromnie krzyczą – mówiła Polka Zofia Plebaniak.

Żołnierze Brygady Świętokrzyskiej i kobiety uwolnione przez nich z niemieckiego obozu koncentracyjnego w Holiszowie

Wciąż aktywny

Kasznica postanowił zostać razem z tymi chłopcami z NSZ, którzy nie mogli albo nie chcieli opuszczać Polski. W maju skończyła się wojna. Przynajmniej dla świata, bo w Polsce wciąż trwała bezwzględna walka z pozostającymi w lasach tysiącami żołnierzy AK, NSZ i innych oddziałów. Kasznica miał razem z Lechem Neymanem tworzyć podziemne struktury w Zachodniej Polsce. W Polsce działało ponad sto oddziałów NSZ, liczących najczęściej od kliku do kilkudziesięciu ludzi. Komenda Główna NSZ liczyła na wojnę aliantów z sowietami, zezwalając oddziałom NSZ na prowadzenie akcji zbrojnych typu: uwalnianie obozów i więzień, odbijanie transportów z Polakami wywożonymi na Wschód, rozbrajanie oddziałów milicji i UBP, likwidację najniebezpieczniejszych agentów UB i NKWD, a na rozkaz przełożonych także wykonywanie akcji finansowych w celu pozyskania funduszy na dalszą działalność. Takie działania podjęli dowódcy największych oddziałów NSZ, wśród nich m.in. Antoni Żubryd „Zuch” czy Henryk Flame „Bartek” (to jego oddział urządził 3 maja 1946 r. w Wiśle publiczną defiladę na oczach przerażonych milicjantów). Bezpieka postanowiła zlikwidować NSZ za wszelką cenę i wszelkimi metodami. Jednym z bardziej poszukiwanych był Kasznica. Przez długie miesiące wymykał UB i NKWD. W końcu 15 (może 17 lub 26) lutego 1947 r. został aresztowany w Zakopanem i samolotem natychmiast odstawiony do Warszawy. Tam trafił do osławionej katowni UB na Koszykowej, a potem do Pawilonu X, podlegającego dyrektorowi departamentu śledczego MBP Józefowi Goldbergowi alias Różański – wyjątkowemu sadyście.

Stanisław Kasznica z dziećmi, fot. IPN

Gehenna

Kaszanica przeszedł bestialskie śledztwo, mające zmusić go do zeznań. Ubecy zerwali mu paznokcie, wyrwali włosy z głowy, wybili zęby, pokiereszowali twarz, był tak pobity, że na kolejne przesłuchania zabierano go na noszach. Wiele razy był zamykany w karcerze wypełnionym wodą, gdzie musiał cały czas stać albo siedzieć zanurzony po szyję w wodzie. Pomimo tortur i choroby nie wydał nikogo. Proces płk. Kasznicy rozpoczął się 11 lutego 1948 r. Oskarżał przedwojenny jeszcze prok. Jarosław Szpądrowski. Zespołowi sędziowskiemu przewodniczył płk Alfred Janowski. Razem z Kasznicą na ławie oskarżonych zasiedli: jego współpracownik Lech Neyman oraz czterej działacze NSZ, w tym dwie kobiety. Proces był typową propagandową ustawką, na polecenie Józefa Światło (Izaaka Flejschfarba) starannie relacjonowaną przez ówczesne media. 2 marca 1948 r. został ogłoszony wyrok. Stanisław Kasznica został skazany na czterokrotną karę śmierci, na czterokrotną karę więzienia, utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze i przepadek całego mienia na rzecz Skarbu Państwa.

Śmierć w niemieckim mundurze

Dwa dni po ogłoszeniu wyroku „Dziennik Polski” napisał: Tak zwany „Ruch Narodowy” w Polsce od początku swego istnienia działał w interesie sił wielko-kapitalistycznych. Ruch ten posługiwał się hasłami pseudonarodowymi (…) szukał sprzymierzeńców zarówno wewnątrz państwa, jak i poza jego granicami, łącząc się w tym celu z innymi żywiołami wrogo ustosunkowanymi do hasła wolności ludów, postępu i demokracji.

Propagandowy plakat komunistyczny pokazujący żołnierza NSZ jako niemieckiego nazistę. Niektórzy wciąż tak uważają.

12 maja 1948 ok. 21.00 do celi Stanisława Kasznicy przyszli strażnicy. Zaprowadzili go do piwnicy, gdzie już czekał mokotowski kat Piotr Śmietański. Wyrok wykonał o godz. 21.30 w obecności zastępca naczelnika więzienia Ryszard Mońko, więziennej lekarki dr Stefanii Jabłońskiej i ks. Wincentego Maruszewicza. Piętnaście minut później wyrok śmierci został wykonany na Lechu Neymanie. Kasznicę ubecy pogrzebali w niemieckim mundurze. Jego szczątki zostały odnalezione dopiero w 2012 r. Oprawcy Kasznicy nigdy nie ponieśli kary. Żaden z tych, co ocaleli spod ich ręki, nie dostał od Polski równych im świadczeń. Dziś świadczenia nie dość, że mają dostać ci, którzy z wyklętymi walczyli, to jeszcze są oni pokazani jako ofiary, a żołnierze wyklęci znowu jako zbrodniarze.

Pozostał im tylko poruszający wiersz jednego z więźniów Mokotowa Tadeusza Porayskiego: Przechodniu, pochyl czoło, wstrzymaj krok na chwilę

Tu każda grudka ziemi krwią męczeńską broczy

Tu jest Służewiec, to są nasze Termopile

Tu leżą ci, którzy chcieli bój do końca toczyć

Nie odprowadzał nas tu kondukt pogrzebowy

Nikt nie miał honorowej salwy ani wieńca

W mokotowskim więzieniu krótki strzał w tył głowy

A potem mały kucyk wiózł nas do Służewca.

Śledź nas na:

Czytaj:

Oglądaj:

Subskrybuj
Powiadom o

0 komentarzy
oceniany
najnowszy najstarszy
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
reklama spot_img

Ostatnio dodane

Ukraińskie bestie w Krościatynie

28/29 lutego 1944 Krościatyn był polską wsią. W 1939 r. we wsi znajdowała się szkoła, stacja i 156 zagród. Mieszkało...

Przeczytaj jeszcze to!

0
Podziel się z nami swoją opiniąx