INFORMUJEMY, NIE KOMENTUJEMY

© 2020-2021 r. FreeDomMedia. All rights reserved.

Centralna Agencja Informacyjna

06:31 | czwartek | 29.09.2022

© 2020-2021 r. FreeDomMedia. All rights reserved.

Ważna rocznica w „Gazecie Wyborczej”

Czas czytania: 8 min.

Kartka z kalendarza polskiego

29 września

Najlepsza polska opera

28 września 1865 r. Ognisty mazur i aria o starym zegarze. Ale nie tylko to stanowi o sukcesie najlepszej polskiej opery. Była nośnikiem patriotyzmu. I...

Koniecznie przeczytaj

Trzydziesty pierwszy sierpnia to wyjątkowy dzień dla „Gazety Wyborczej”. Dokładnie 31 sierpnia 2009 r. na pierwszej stronie, jak główny i najważniejszy materiał, opublikowała „List Putina do Polaków”. Przypominamy, o czym pisał Putin i co potem pisał organ Michnika.

Sążnisty ten elaborat, wyszedł spod ręki samego Władimira Władimirowicza, oczywiście w języku rosyjskim i jak poinformował organ Michnika, został przetłumaczony w ambasadzie rosyjskiej w Warszawie. Cały list, napisany i opublikowany z okazji 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej i z okazji zaproszenia Putina do Polski przez Tuska (to wtedy odbył się słynny spacer po molo i tajna rozmowa na nim obu polityków), aż ocieka prymitywną propagandą, pełen jest typowo putinowskiego bełkotu, pouczeń i kłamstw, ale Michnikowi to najwyraźniej nie przeszkadzało. Już sam tytuł był niezły:

- reklama -

„Karty historii – powód do wzajemnych pretensji, czy podstawa pojednania i partnerstwa?”

„Oto już 70 lat dzieli nas od tragicznej, czarnej daty w historii cywilizacji – 1 września 1939 roku. Pierwszego dnia najbardziej niszczycielskiej, krwawej wojny, której doświadczyły Europa i cała ludzkość”, pisał w swoim „Liście” na łamach „Wyborczej” Putin, któremu jakoś “umknęło”, że Związek Sowiecki był w tej wojnie agresorem takim samym jak Niemcy.

Dalej opowiadał, jak to „bez wahania” przyjął zaproszenie Tuska na „uroczystości poświęcone rocznicy wybuchu II wojny światowej”, gdyż „nie mógł inaczej”.

- reklama -

Nie zabrakło pouczeń.  „Wspólnym obowiązkiem moralnym dziś żyjących jest pochylić głowę przed poległymi, przed męstwem i odwagą żołnierzy różnych krajów, którzy walczyli i zmiażdżyli faszyzm”, pisał u Michnika Putin, na wszelki wypadek dodając, że „nie ma takiego sędziego, który mógłby wystawić przeszłości absolutnie bezstronny werdykt”.

Serio nie ma? Bezstronnie można stwierdzić, że Stalin to zbrodniarz nie mniejszy niż Hitler i bezstronnie ma na rękach krew większej liczby ludzi niż przywódca Niemiec. Bezstronnie można też stwierdzić, że Związek Sowiecki napadł na Polskę i dokonał wraz z Niemcami jej rozbioru.

Dalej było jeszcze lepiej.

- reklama -

„Spekulowanie zaś na pamięci oraz próby preparowania historii, wyszukiwanie w niej powodów do wzajemnych roszczeń i krzywd, jest nadzwyczaj szkodliwe i nieodpowiedzialne. Półprawda zawsze jest podstępna. Dawne tragedie – nie do końca uświadomione lub uświadomione w sposób zakłamany i obłudny – nieuchronnie prowadzą do nowych fobii historyczno-politycznych, które zderzają ze sobą państwa i narody. Wpływają na świadomość społeczną, zniekształcając ją, aby dogodzić nierzetelnym politykom. Płótno historyczne to nie tania reprodukcja, którą można tandetnie podretuszować, zgodnie z życzeniem zleceniodawcy wyrzucić to, co się nie podoba, albo zmienić tło, dodając barw jasnych lub ciemnych. Niestety, z takimi przykładami przenicowania przeszłości często mamy dzisiaj do czynienia. Dostrzegamy próby napisania historii od nowa dla potrzeb chwilowej koniunktury politycznej. (…) Proponują więc nam dzisiaj, byśmy bez zastanowienia i bez wahania przyznali, że jedynym “spustem” II wojny światowej stał się radziecko-niemiecki pakt o nieagresji z 23 sierpnia 1939 roku. Zwolennicy takiego stanowiska nie zadają sobie elementarnych pytań – czy Układ Wersalski, który podsumował I wojnę światową, nie pozostawił po sobie mnóstwa “ładunków z opóźnionym zapłonem”?”, ogłosił u Michnika specjalista od tandetnego retuszowania i historii, i współczesności. Z jego wywodów wynikało, że biedny Związek Radziecki, odrzucony przez Zachód, nie miał wyjścia jak porozumieć się z Niemcami.

Ale nie samą przeszłością żył wtedy Putin. „Całokształt doświadczeń z okresu międzywojennego – od pokoju wersalskiego do wybuchu II wojny światowej – przekonuje, że niemożliwe jest stworzenie skutecznego systemu bezpieczeństwa zbiorowego bez udziału wszystkich krajów kontynentu, w tym Rosji”, pouczył za pośrednictwem organu Michnika polski naród ruski przywódca.

„Prawdziwie demokratyczny i wielobiegunowy świat wymaga wzmacniania humanistycznych zasad stosunków międzynarodowych, zakłada odrzucenie ksenofobii, prób stawiania się ponad prawem. Mimo wszystko można twierdzić, że Europa i cały świat zmierzają w stronę większego bezpieczeństwa dla wszystkich, zrozumienia znaczenia wspólnej pracy na rzecz rozstrzygnięcia problemów współczesności, a nie mnożenia waśni”, dorzucił Putin rok po tym, jak po bandycku zaatakował Gruzję.

Nie zabrakło odniesień do kolejnej współpracy niemiecko-rosyjskiej, która wtedy dopiero nabierała rozpędu. „Partnerstwo Rosji i Niemiec stało się przykładem wychodzenia sobie naprzeciw, patrzenia w przyszłość przy zachowaniu troskliwego stosunku do pamięci o przeszłości. I dzisiaj rosyjsko-niemiecka współpraca odgrywa wielce ważną, pozytywną rolę w polityce międzynarodowej i europejskiej.Jestem pewien, że również stosunki rosyjsko-polskie wcześniej czy później osiągną tak wysoki, z prawdziwego zdarzenia partnerski poziom. Leży to w interesie naszych narodów, całego kontynentu europejskiego”, zadeklarował Putin.

Nie zapomniał dodać kłamstwa o ponad 600 tys. żołnierzy Armii Czerwonej, którzy „oddali życie za wyzwolenie Polski”. To twierdzenie było po prostu siarczystym policzkiem wymierzonym Polakom przez Putina za pośrednictwem „Gazety Wyborczej” i niczym więcej. Ba! Putin poszedł dalej – w jednym rzędzie postawił cmentarz polskich oficerów rozstrzelanych w Katyniu z „tragicznymi losami” rosyjskich żołnierzy, którzy dostali się do niewoli podczas wojny 1920 roku. Jakoś umknęło mu, że dostali się jako agresorzy i nikt im w tył głowy nie strzelał. Kolejne kłamstwo, kolejny policzek, kolejne plunięcie na Polskę. Papier „Wyborczej” zniósł i to. Na koniec przyszło podsumowanie „osiągnięć” współpracy putinowskiej Rosji i rządzonej przez premiera Tuska Polski.

„Rok 2008 okazał się udany dla naszych stosunków handlowych i gospodarczych, wzajemne obroty wzrosły ponad 1,5-krotnie. W dzisiejszych trudnych warunkach światowego kryzysu chcemy dołożyć wszelkich starań, by pokonać wpływ niekorzystnej światowej koniunktury gospodarczej i zająć się nowymi obiecującymi projektami. Chodzi o energetykę, transport, wysokie technologie i innowacje, wzajemne inwestycje w przemyśle, rolnictwie i infrastrukturze. Jednym słowem, przed Rosją i Polską otwierają się obiecujące perspektywy partnerskiej pracy, budowania stosunków godnych dwu wielkich europejskich narodów. Na zakończenie pragnę przekazać wszystkim Polakom – i przede wszystkim kombatantom II wojny światowej – najserdeczniejsze życzenia pokoju, szczęścia i pomyślności”, zakończył swój „elaborat” Putin.

Och, Władimir…

Nie trzeba chyba dodawać, jak gimnastykowały się media, żeby połączyć zachwyt nad „gestem” Putina z przyjęciem tego „gestu” przez społeczeństwo. „Sformułowanie wprost listu do całego narodu zdarza się bardzo rzadko. Odezwa Putina do Polaków to coś wyjątkowego”, obwieścił Andrzej Zaucha, korespondent “Faktów” TVN w Rosji. Ówczesny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski oświadczył, że przyjął list Putina z „ulgą i nadzieją”. Uznał, że “to oświadczenie stwarza nowe szanse na wspólną historię Polski i Rosji”, choć miał „pewne zastrzeżenia”.  Zaapelował do Putina o „wyzwolenie się od nieufności i uprzedzeń” we wzajemnych relacjach, by „zamknąć tę stronę i zacząć pisać od nowa”.

„Wyborcza” takiej „gimnastyki” nie uprawiała. Potem wiele razy była dużo bardziej bezpośrednia w pro-rosyjskim przekazie.

„Rozmach uroczystości katyńskich pokazuje, że nie był to blef ani teatr wobec Polski. Władimirowi Putinowi naprawdę zależało, by być w Katyniu, by uroczystości miały godną oprawę (…). Putinowi chodziło jednak nie tylko o gest wobec Polski. Być może ważniejsze było jego przesłanie dla Rosji. Można je czytać tak: pożegnajmy się ze spuścizną stalinizmu, nie bójmy się o tym mówić. Nawet jeśli te sprawy są trudne, nie przynoszą nam chluby i dotyczą bolesnych kart w stosunkach z sąsiadami. (…) W Katyniu Putin pokazał Rosji europejską drogę uporania się z przeszłością. Ważne, żeby kolejni ludzie z rosyjskiej wierchuszki zrozumieli ten kurs i zechcieli nim płynąć”. To fragment wspólnego tekstu ówczesnego rzecznika MSZ Marcina Wojciechowskiego i korespondenta w Moskwie Wacława Radziwinowicza pt. „Putin żegna się ze stalinizmem”, opublikowanego 7 kwietnia 2010 r., przez „Gazetę Wyborczą”.

Trzy dni później na ruskiej ziemi zginął prezydent Kaczyński i cała polska delegacja, a Tusk i jego pomagierzy wyszli ze skóry, żeby przekonać Polaków, że to wyłączna wina pilotów, z sugestią, że lądowali przymuszeni przez prezydenta. Tusk zrobił wszystko, żeby oddać śledztwo Putinowi. I miał pełnie poparcie “Wyborczej”. Teksty publikowane u Michnika po 10 kwietnia 2010 to osobna historia. I oględnie mówiąc – nie świadcząca dobrze ani o poziomie, ani o profesjonalizmie, ani o wiarygodności “Wyborczej”.

To „Wyborcza” niecały miesiąc po Smoleńsku rozpętała akcję palenia zniczy na grobach krasnoarmiejców, żeby… podziękować za współczucie Rosjan, okazane „po katastrofie prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem”. Świadomie czy nie, idealnie wpisała się w retorykę Putina ogłoszoną w „Liście”. Nie otrzeźwiły jej wówczas żadne głosy krytyki.

Michnik zresztą nie rezygnował i szedł za ciosem.

W 2011 roku zarzucił np. Polakom brak wystarczającej miłości do Rosji. Udzielając wywiadu „Komsomolskiej Prawdzie” stwierdził: „Niewątpliwie, część naszego społeczeństwa jest chora na rusofobię i ksenofobię. Wolność jest dla wszystkich, dla mądrych i głupców i dla swołoczy. Są idioci, którzy twierdzą, że nie ma niepodległej Polski, natomiast istnieje projekt niemiecko-rosyjski. To są ludzie z ogrodu zoologicznego z bezmyślnym kompleksem antyrosyjskim. (…) U nas także są ludzie, którzy napisali list do Polaków: nie dowierzajcie Putinowi!”, burzył się Michnik, porównując do… zwierząt. Odmawiając im człowieczeństwa!

Jego bezgraniczna wiara w Putina była tak wielka, że ogłosił publicznie, że bardziej obawia się rządów Jarosława Kaczyńskiego niż rządów Putina. – Prawdę mówiąc, jeżeli chodzi o Polskę, to ja się bardziej obawiam rządów partii Jarosława Kaczyńskiego niż Putina, chociaż Putina nie noszę w sercu.-  mówił w czeskiej telewizji w 2017 r.

Nawet, jeśli faktycznie przestał mieć w sercu Władimira Władimirowicza, nigdy nie przestał żywić ciepłych uczuć do Rosji. I chociaż Rosjanie masowo popierają agresję na Ukrainę, Michnik wciąż kreuje własną rzeczywistość. Jeszcze w połowie maja twierdził, iż „Teza, że Rosjanie masowo popierają wojnę, jest ryzykowna. Nawet jeśli jest tylko dziesięciu sprawiedliwych, to oni ocalą miasto”. „Miasto”, czyli Rosję.

Ciekawe, czy dziś „Gazeta Wyborcza” świętuje jedno ze swoich największych „publicystycznych osiągnięć” – w końcu Władimir Putin tylko za pośrednictwem organu Michnika zwracał się wprost do Polaków. Jakoś publicznie dziś Michnik się tym nie chwali.  

Śledź nas na:

Czytaj:

Oglądaj:

0 komentarzy
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
Poprzedni artykuł„Dramat” posłanki Lewicy
Następny artykułZbrodnia lubińska
reklamaspot_img

Ostatnio dodane

Ruski agent czy pożyteczny idiota? 

Radek Sikorski od lat pała miłością do dwóch tradycyjnych wrogów Polski: Rosji i Niemiec. Po jego ostatnim twitterowym komentarzu...

Przeczytaj jeszcze to!

0
Podziel się z nami swoją opiniąx