INFORMUJEMY, NIE KOMENTUJEMY

© 2020-2021 r. FreeDomMedia. All rights reserved.

Centralna Agencja Informacyjna

12:30 | środa | 30.11.2022

© 2020-2021 r. FreeDomMedia. All rights reserved.

Kto i ile zarobił na szczepionkach?

Czas czytania: 6 min.

Kartka z kalendarza polskiego

30 listopada

Ostatnia abdykacja w dziejach Polski

25 listopada 1795 r. Gdy podpisywał akt abdykacji, tonął w długach. Po ustąpieniu z tronu, odnalazł się na dworze zaborcy. Zmarł na obcej ziemi. Pytanie,...

Koniecznie przeczytaj

Dziś nadal nie wiadomo, o czym sobie gawędzili i co ustalili przed podpisaniem oficjalnego kontraktu. Nie wiadomo, gdzie te wiadomości (poza oczywiście serwerami WhatsAppa i szpiegowskimi paru państw) się znajdują.

Siedem miesięcy temu, w kwietniu 2022,  minister Adam Niedzielski oświadczył, że Polska zrywa kontrakt z koncernem Pfizer na zakup szczepionek na Covid-19. Negocjacje miały potrwać do końca maja, po czym na dobrych kilka miesięcy zapadła cisza. W międzyczasie resort zdrowia zapowiadał kupno nowych partii nowych szczepionek, nie informując, co ze starymi. Wyszło też na jaw, że umowa z Pfizerem jest skonstruowana tak, że bez zgody koncernu praktycznie nie można jej rozwiązać. Po kilku miesiącach okazało się też, że w magazynach zalegają miliony dawek szczepionki, której termin przydatności niedługo się kończy i Ministerstwo Zdrowia poszukuje chętnych państw, którym mogłoby niechciany i niepotrzebny towar „opchnąć”. Chętnych brak, więc szczepionki trafią do utylizacji, za któą oczywiście zapłaci polski podatnik.

- reklama -

Pacta sunt servanda

Kontraktu z Pfizerem nadal nie udało się zerwać, a Adam Niedzielski przyznał, że w maju udało się jedynie doprowadzić do przesunięcia dostaw w czasie, co oczywiście nie rozwiązuje problemu. Na razie resort nie płaci, a Pfizer nie idzie do sądu. Może jednak zmienić zdanie, zwłaszcza, że chodzi o kwotę 6 mld złotych (portal forsal.pl, który w artykule Karoliny Wójcickiej i Klary Klinger, sprawę opisuje, przypomniał, że cały roczny budżet Polski na leki wynosi 20 mld zł).

W magazynach zalega 25 mln dawek szczepionki, a resort ma do odebrania (i zapłacenia) jeszcze 60 mln dawek. Nad głową Niedzielskiego wisi nieszczęsna umowa z Pfizerm i zasada „pacta sunt servanda”, której wpisanie w pozew Pfizerowi w zasadzie wystarczy do wygranej. Podobnie jest zresztą w przypadku pozostałych krajów Unii, które są w dokładnie takiej samej sytuacji jak Polska – nie mogą zerwać umowy z Pfizerem, „wynegocjowanej” przez Komisję Europejską i muszą kupować preparaty, które także u nich zalegają w magazynach, bo tamtejsze społeczeństwa, dużo lepiej wytresowane niż polskie, albo już się karnie wszczepiły, albo też się zbuntowały i odmawiają przyjmowania czwartej czy piątej dawki dwudawkowej szczepionki. Na razie nie wiadomo nawet, ile rządy kosztowała jedna szczepionka od Pfizera. Zapis ten jest tajny, ale według portalu forasl.pl powołującego się na „przecieki”, jedna dawka szczepionki Pfizera kosztowała unijne państwa 25 USD.

- reklama -

List rozpaczy

Przyciśnięte do ściany polskie Ministerstwo Zdrowia zwróciło się więc do Komisji Europejskiej. „Żądamy natychmiastowych dalszych działań mających na celu zlikwidowanie trwającej nadpodaży szczepionek”, głosi apel przesłany z inicjatywy Adama Niedzielskiego do Brukseli. Pod tym specjalnym listem podpisały się Bułgaria, Chorwacja, Estonia, Węgry, Łotwa, Litwa, Rumunia, Słowacja i Słowenia.

„Sytuacja ta wymaga podjęcia natychmiastowych działań w celu zminimalizowania strat finansowych, a w szczególności pilnego wprowadzenia zmian do umów zawartych przez KE w imieniu państw członkowskich w celu zabezpieczenia interesu publicznego. (…) Naszym uzasadnionym oczekiwaniem jest, aby Komisja zajęła się tymi pilnymi problemami jak najszybciej. Każde dalsze opóźnienie stawia pod znakiem zapytania odpowiedzialność instytucji UE, jak również zaufanie społeczeństwa do szczepień”, napisali, cytowani przez forasl.pl, ministrowie zdrowia do komisarz Stelli Kyriakides.

- reklama -

Wiele jednak wskazuje, że na liście się skończy. Rzecz w tym, że Komisja Europejska ewidentnie nie ma ochoty na żadne zmiany ani na to, by ktokolwiek „grzebał” w jej ustaleniach z producentami szczepionek. Wręcz przeciwnie – zrobi dosłownie wszystko, by unijne państwa nie żądały wyjaśnień w sprawie, którą chce zachować dla siebie. Portal forsal.pl cytuje wypowiedź anonimowego pracownika Ministerstwa Zdrowia, który mówi, że były telefony z Komisji Europejskiej do ministrów, żeby nie podpisywali apeli z żądaniem wyjaśnienia przez Komisję kwestii umów z Pfizerem i ich uelastycznienia. Komisja ma swoje, bardzo poważne powody, żeby nikt nie zaczął sprawdzać, w jakie właściwie bagno wepchnęła unijne państwa. Gdyby bowiem zaczął, mogłyby się okazać, że afery w rodzaju Amber Gold (każdy kraj ma swojego „Plichtę” i „Józefa Bąka”) to afery w szkolnym sklepiku z drożdżówkami.

Aferzystka na skalę kontynentu

Jak przypomina forasl.pl, Pfizer jako jedyny podmiot dostarczający szczepionki został zabezpieczony przez Komisję Europejską przed stosowaniem procedury negocjacyjnej. To załatwiła koncernowi sama Ursula von der Leyen, która przed podpisaniem przez Komisję Europejską umów na zakup szczepionek osobiście kontaktowała się z prezesem Pfizera Albertem Bourlą.

Sprawie przygląda się Prokuratura Europejska, ale bez brania pod uwagę korupcji. Bourla miał nawet pojawić się przed Komisją Parlamentarną Parlamentu Europejskiego żeby złożyć wyjaśnienia w sprawie wymiany wiaodmości z von der Leyen przed zawarciem kontraktu z Komisją Europejską, ale się nie pojawił, przysyłając swoją zastępczynię, która oczywiście niczego nie wyjaśniła. Członkowie Komisji zaś uprzejmie go proszą, żeby zmienił zdanie, na wszelki wypadek zastrzegając, że przecież o nic, a już na pewno nie o korupcję, go nie oskarżają. – Przecież my nie szukamy kozła ofiarnego. Wiemy, że wszyscy działali w ekstremalnych, dotychczas nieznanych nam warunkach. Musimy jednak wiedzieć, co stało się w czasie negocjacji, by w przyszłości podobnych błędów nie popełniać. – tłumaczyła portalowi forsal.pl  szefowa komisji parlamentarnej Kathleen Van Brempt. Faktycznie, bardzo trudno ustalić, co się stało.

Ma się tym zająć Prokuratura Europejska, ale jak powiedziała portalowi forsal.pl Kathleen Van Brempt nie wiadomo, kto będzie badany ani które z unijnych umów na szczepionki są przedmiotem kontroli. – W Parlamencie Europejskim nikt nic na ten temat nie wie – stwierdziła, dodając, że nie ma pojęcia, kiedy całe dochodzenie się skończy. Skarga, która wpłynęła do Prokuratury Europejskiej w sprawie Pfizera, pochodzi najprawdopodobniej od „instytucji”, ale nie wiadomo jakiej ani skąd. Wiadomo, że Komisja Europejska już oświadczyła, że nie ma w tej sprawie nic do powiedzenia i żadnych informacji mediom udzielać nie będzie.

Czy będzie nowa Norymberga

Co ciekawe, o „niejasnościach” mówiło Biuro Europejskiego Rzecznika Praw Obywatelskich, które w styczniu 2021 r. informowało o „błędach, których KE dopuściła się podczas negocjacji umów z Pfizerem”. Komisja Europejska poproszona wówczas o odnalezienie wiadomości, które za pośrednictwem komunikatora  WhatsApp wymieniała von der Leyen z prezesem Pfizera, nie zrobiła tego. Ciekawe, dlaczego.

Dziś nadal nie wiadomo, o czym sobie gawędzili i co ustalili przed podpisaniem oficjalnego kontraktu. Nie wiadomo, gdzie te wiadomości (poza oczywiście serwerami WhatsAppa i szpiegowskimi paru państw) się znajdują. Nikt też nie sprawdził, czy Ursula lub jej mąż nie posiadają kont w jakimś raju podatkowym, ani czy te konta nie spuchły o siedmiocyfrowe kwoty wypłacone za jakieś „konsultacje”.

Wiadomo, że miliardy dolarów państwowych pieniędzy popłynęły na konto Pfizera dzięki umowie „wynegocjowanej’ przez Komisję Europejską pod niemieckim przewodem Ursuli von der Leyen. Treść umowy wciąż pozostaje tajna, a Komisja Europejska wciąż nie widzi problemu.

Jak wiadomo, „problemem” jest stan demokracji w Polsce i konieczność zaprowadzenia „praworządności” nad Wisłą, więc kwestiami takimi, jak to, czy doszło do „przewału” tysiąclecia na setki miliardów dolarów z szefową Komisji w roli głównej, Komisja nie będzie się zajmować. Poczeka na finał śledztwa.

Śledztwo zostanie z całą pewnością umorzone z braku dowodów przestępstwa i z pewnością wykaże, że Ursula z prezesem Pfizera rozmawiała w sprawach prywatnych, np. radząc mu, żeby założył ciepłe majtki, bo nazajutrz zapowiadają ochłodzenie. I w ogóle żadnej korupcji nie było. Co najwyżej Prokuratura stwierdzi, że doszło do pewnych „błędów”, popełnionych w stanie „wyższej konieczności”.

Inaczej trzeba byłoby zwoływać nową Norymbergę. A do tego potencjalni oskarżeni nigdy nie dopuszczą, bo po niej z Unii w obecnej formie nie zostałby kamień na kamieniu.  

Źródło: forsal.pl

Śledź nas na:

Czytaj:

Oglądaj:

3 KOMENTARZE

3 komentarzy
oceniany
najnowszy najstarszy
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
Paweł Kopeć
15.11.2022 17:11

To proste i stare jak świat.
Cwaniacy na frajerach.

grom52
16.11.2022 15:30

Norymberga – a pierwsza do odstrzału zarozumiała lewacka …a leyen !

hipokot
29.11.2022 18:41

vont ten layzen to przeciez niemka. Szwaby mają we krwi usmiercanie ludzi

reklamaspot_img

Ostatnio dodane

Jak aktywiści wyszli na idiotów i za kulisy

Dwójka aktywistów klimatycznych znowu postanowiła zaprotestować. Tym razem w Hamburgu. Okazało się jednak, że nawet przyklejenie się przerosło ich...

Przeczytaj jeszcze to!

3
0
Podziel się z nami swoją opiniąx